Prawidłowa kolejność działań odzwierciedla podstawową zasadę pracy przy maszynach elektrycznych: najpierw bezpieczeństwo, potem dostęp, a dopiero na końcu pomiar. Najpierw zawsze wyłączamy napięcie zasilania silnika – odłączamy go od sieci, najlepiej przez wyłączenie wyłącznika, odstawienie zabezpieczeń i upewnienie się, że nie ma możliwości przypadkowego załączenia. W praktyce w zakładach często stosuje się procedurę LOTO (lockout-tagout), czyli blokadę i oznaczenie wyłącznika, żeby nikt nie włączył silnika w trakcie pomiarów. Dopiero po odłączeniu zasilania zdejmujemy pokrywę skrzynki zaciskowej, bo wtedy mamy pewność, że na zaciskach nie występuje niebezpieczne napięcie. Kolejny krok to rozłączenie uzwojeń stojana, czyli rozpięcie mostków i rozdzielenie połączeń gwiazda/trójkąt. Chodzi o to, żeby mierzyć rezystancję każdego uzwojenia osobno, bez wpływu pozostałych faz i bez połączeń między nimi. Dzięki temu wynik pomiaru jest wiarygodny, można porównać rezystancje międzyfazowe i wychwycić np. nierównomierność uzwojeń, częściowe zwarcia czy uszkodzenia połączeń. Na końcu wykonujemy właściwy pomiar rezystancji uzwojeń miernikiem o odpowiednim zakresie – w praktyce często jest to miernik do małych rezystancji lub mostek pomiarowy, a przy większych mocach silnika stosuje się czasem mierniki z kompensacją przewodów. Moim zdaniem dobrze jest też pamiętać, żeby przed pomiarem sprawdzić, czy uzwojenia nie są nagrzane, bo temperatura ma duży wpływ na wartość rezystancji. W normach i instrukcjach eksploatacji silników (np. dokumentacja producenta, wytyczne zgodne z PN‑EN dotyczące badań maszyn elektrycznych) zawsze podkreśla się taką właśnie kolejność: najpierw bezpieczne wyłączenie i zabezpieczenie obwodu, potem przygotowanie zacisków, rozłączenie połączeń i dopiero pomiary kontrolne.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi zawierają te same czynności, ale różni je kolejność. W praktyce serwisowej i utrzymaniu ruchu kolejność jest kluczowa, bo decyduje o bezpieczeństwie i jakości pomiaru. Najpoważniejszy błąd, który pojawia się w niepoprawnych wariantach, to wykonywanie jakichkolwiek czynności przy skrzynce zaciskowej silnika lub przy uzwojeniach zanim zostanie odłączone napięcie zasilania. Rozłączanie uzwojeń czy zdejmowanie pokrywy skrzynki przy wciąż podłączonym zasilaniu stwarza realne zagrożenie porażeniem prądem, a także ryzyko zwarcia międzyfazowego, uszkodzenia izolacji czy aparatury. To jest dokładnie to, przed czym ostrzegają przepisy BHP i normy dotyczące eksploatacji urządzeń elektrycznych – zawsze najpierw odłączyć zasilanie, sprawdzić jego brak, a dopiero potem dotykać zacisków. Drugim problemem jest wykonywanie pomiaru rezystancji przed rozłączeniem uzwojeń stojana. Jeśli uzwojenia są nadal połączone w gwiazdę lub trójkąt, miernik „widzi” układ połączonych rezystancji, a nie pojedyncze fazy. Wyniki są wtedy zafałszowane, trudne do interpretacji, a różnice między poszczególnymi uzwojeniami mogą się ukryć. To typowy błąd: ktoś wychodzi z założenia, że skoro silnik „jakoś działał”, to można mierzyć bez rozpinania połączeń. Niestety, z mojego doświadczenia wynika, że takie skróty myślowe kończą się potem błędną diagnozą – nie wykrywa się np. częściowego zwarcia jednej fazy. Kolejna kwestia to zdejmowanie pokrywy skrzynki zaciskowej przed wyłączeniem napięcia. Nawet jeśli ktoś niczego nie dotknie, samo odsłonięcie zacisków pod napięciem jest niezgodne z zasadami bezpiecznej pracy przy urządzeniach elektrycznych. Dlatego poprawne podejście zawsze opiera się na logice: najpierw odłączenie i zabezpieczenie zasilania, potem bezpieczne uzyskanie dostępu do zacisków, rozłączenie uzwojeń w celu uzyskania wiarygodnego punktu pomiarowego i dopiero na końcu sam pomiar rezystancji. Pomylenie tej kolejności oznacza w praktyce albo zagrożenie dla zdrowia, albo bezużyteczne wyniki pomiarów, które niewiele mówią o faktycznym stanie silnika.