Prawo do wizerunku jest jednym z najważniejszych praw osobistych człowieka. W polskim prawie, a konkretnie w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wyraźnie zaznaczono, że rozpowszechnianie czyjegoś wizerunku wymaga jego zgody. Co ciekawe, osoba fotografowana może się sprzeciwić publikacji swojego zdjęcia bez podania jakiejkolwiek przyczyny – i to jest właśnie kluczowa rzecz, którą warto zapamiętać. To nie jest tak, że trzeba się tłumaczyć, dlaczego nie chce się być pokazanym w internecie, gazecie czy na szkolnej stronie. Z mojego doświadczenia wynika, że w praktyce branżowej zawsze warto uzyskiwać zgodę na piśmie, nawet jeśli prawo nie nakłada obowiązku podania przyczyny odmowy. Fotografowie, dziennikarze czy nawet osoby prowadzące blogi powinny szanować wolę fotografowanego. Nawet jeśli ktoś najpierw wyraził zgodę, a potem zmienił zdanie – ma do tego prawo i nie musi się tłumaczyć. Takie podejście jest zgodne nie tylko z przepisami, ale też z dobrymi obyczajami i etyką zawodową. Branża kreatywna bardzo sobie ceni takie standardy, bo budują zaufanie i profesjonalizm, a także chronią przed niepotrzebnymi sporami. Często spotyka się sytuacje, gdy ktoś publikuje zdjęcie grupowe – wtedy przepisy są nieco inne, ale w przypadku pojedynczego portretu decyzja osoby widocznej na zdjęciu jest decydująca. Warto o tym pamiętać, bo to nie tylko kwestia prawa, ale i szacunku do drugiego człowieka.
Wielu osobom wydaje się, że skoro zrobili komuś zdjęcie – na przykład na imprezie czy w miejscu publicznym – to mogą je publikować bez żadnych ograniczeń. To jest dość powszechny błąd myślowy, który wynika z mieszania pojęć prawa autorskiego z prawem do wizerunku. Prawda jest taka, że nawet jeśli jesteś autorem zdjęcia, to nie zawsze możesz je legalnie opublikować. Wizerunek człowieka jest chroniony ustawowo i każda osoba ma prawo decydować, czy chce być upubliczniona, czy nie. Nie jest też tak, że wyrażenie sprzeciwu musi być jakoś specjalnie uzasadnione – prawo nie wymaga od fotografowanego podawania przyczyny, ani tym bardziej robienia tego na piśmie czy ustnie z uzasadnieniem. Takie formalności byłyby nie tylko niepraktyczne, ale wręcz utrudniałyby korzystanie z przysługujących praw. W rzeczywistości, jeśli ktoś powie po prostu „nie chcę, żeby publikować moje zdjęcie” – to tyle wystarczy, bez tłumaczenia się czy przedstawiania powodów. Uważam, że wiele nieporozumień wynika z niezrozumienia tej różnicy – nie chodzi tutaj o jakąś szczególną ochronę osoby publicznej czy prywatnej, tylko o uniwersalne prawo każdego człowieka. Nie można zapominać, że nawet zgoda udzielona wcześniej może być cofnięta – i ponownie, bez konieczności tłumaczenia się. Z perspektywy praktycznej każdy fotograf, grafik czy wydawca powinien znać i przestrzegać tych zasad, bo ich nieprzestrzeganie może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych, a nawet utraty reputacji. W środowisku zawodowym szanuje się takie podejście, bo świadczy ono o profesjonalizmie i empatii. Podsumowując, publikacja cudzego wizerunku bez zgody jest ryzykowna i niezgodna z prawem, a formalizowanie sprzeciwu czy oczekiwanie uzasadnienia nie ma podstawy ani w przepisach, ani w zdrowym rozsądku.