Do uzyskania efektu „mlecznej wody” przy wodospadach kluczowe są długie czasy naświetlania i pełna stabilność aparatu. W dobrych warunkach oświetleniowych, kiedy jest jasno, matryca bardzo szybko się prześwietla, więc bez dodatkowych akcesoriów nie da się wydłużyć czasu migawki do np. 1/2 s, 1 s czy nawet kilku sekund. Dlatego właśnie stosuje się filtr szary (ND), który działa jak „przyciemniane okulary” dla obiektywu – ogranicza ilość światła wpadającego do aparatu, nie zmieniając przy tym kolorystyki sceny. Dzięki temu możesz spokojnie zejść z czasem naświetlania tak nisko, żeby ruch wody zamienił się w gładką, płynną smugę. Statyw jest tu absolutnie niezbędny, bo przy tak długich czasach każdy minimalny ruch ręki spowoduje poruszenie całego kadru, a nie tylko wody. Z mojego doświadczenia przy wodospadach najlepiej sprawdzają się filtry ND 8, ND 64 lub nawet mocniejsze, zależnie od pory dnia i użytej przysłony. W praktyce wygląda to tak: ustawiasz niskie ISO (np. 100), domykasz przysłonę do wartości typu f/8–f/11 dla dobrej głębi ostrości, zakładasz filtr szary, montujesz aparat na solidnym statywie, wyłączasz stabilizację w obiektywie i używasz albo samowyzwalacza, albo wężyka spustowego. To jest klasyczna, podręcznikowa technika fotografowania płynącej wody, zgodna z powszechnie przyjętymi standardami w fotografii krajobrazowej.
Na tego typu zdjęciu widać klasyczny efekt długiego czasu naświetlania: woda jest rozmyta i „jedwabista”, podczas gdy otoczenie – skały, roślinność – pozostaje ostre i nieruchome. Żeby to osiągnąć w jasny dzień, nie wystarczy żaden trik z ekranem czy samym filtrem polaryzacyjnym. Podstawowy błąd myślowy polega na tym, że wiele osób przecenia możliwości filtrów innych niż szare w kontrolowaniu ekspozycji. Ekran odbijający czy dyfuzyjny to akcesoria typowo oświetleniowe, używane głównie w fotografii portretowej lub produktowej. Pozwalają modyfikować kierunek i charakter światła, ale nie zmieniają w sposób istotny całkowitej ilości światła docierającej do matrycy z całej sceny. Przy krajobrazie z wodospadem, gdzie fotografujesz ogromny obszar, żaden ekran nie przyciemni Ci równomiernie całego kadru tak, aby wydłużyć czas naświetlania o kilka działek EV. Filtr polaryzacyjny rzeczywiście trochę przyciemnia obraz (zazwyczaj o 1–2 EV), dodatkowo redukuje odblaski na wodzie i zwiększa nasycenie barw. Jednak w pełnym słońcu to wciąż za mało, żeby zejść do czasów rzędu sekund bez prześwietlenia. Dlatego samo użycie polaryzatora, nawet ze statywem, zazwyczaj nie wystarczy do tak mocnego rozmycia ruchu wody, jakie widać na ilustracji. Z kolei filtr szary bez statywu również nie rozwiązuje problemu, bo przy długich czasach naświetlania poruszony będzie cały kadr, a nie tylko woda – zdjęcie będzie po prostu nieostre. Dobra praktyka w fotografii krajobrazowej mówi jasno: do efektu „mlecznej wody” w dzień potrzebny jest zestaw statyw plus filtr ND o odpowiedniej gęstości. Inne kombinacje akcesoriów mogą poprawić kontrast, zredukować odblaski lub delikatnie zmienić charakter światła, ale nie zastąpią kontrolowanego, silnego ograniczenia ilości światła, które daje filtr szary w połączeniu z pełną stabilizacją aparatu.