System optycznej stabilizacji obrazu (OIS) to naprawdę przydatny wynalazek, szczególnie dla osób, które często fotografują z ręki – czy to lustrzanką, bezlusterkowcem, czy nawet smartfonem. Chodzi o to, że w praktyce bardzo trudno jest utrzymać aparat zupełnie nieruchomo, zwłaszcza przy dłuższych czasach naświetlania. Nawet najmniejsze drgnięcie dłoni może skutkować rozmazanym zdjęciem. OIS korzysta z ruchomych elementów obiektywu lub matrycy, które automatycznie kompensują te drgania, dostosowując położenie soczewek lub sensora do ruchów rejestrowanych przez żyroskopy i akcelerometry. Dzięki temu zdjęcia wychodzą ostrzejsze, nawet jeśli nie masz statywu pod ręką. Z mojego doświadczenia, to jest nieocenione narzędzie na przykład podczas fotografowania krajobrazów po zmroku albo wnętrz przy słabym świetle – można spokojnie wydłużyć czas naświetlania, a obraz i tak pozostaje wyraźny. W branży fotograficznej uważa się, że dobra stabilizacja pozwala wydłużyć czas migawki nawet o 3-5 EV bez widocznego rozmycia, co jest niemałym osiągnięciem. Oczywiście, stabilizacja optyczna nie zastąpi całkiem statywu przy bardzo długich ekspozycjach, ale w codziennym, spontanicznym fotografowaniu to ogromna pomoc. Warto też pamiętać, że OIS nie wpływa na ostrość obiektów szybko poruszających się – do tego potrzebny jest krótki czas naświetlania. Jednak jeśli chodzi o minimalizowanie skutków poruszenia aparatu, to systemy OIS są już praktycznie standardem i na pewno warto z nich korzystać.
Wiele osób myli funkcje systemów stabilizacji obrazu z innymi mechanizmami poprawiającymi jakość fotografii, ale warto tu rozdzielić kilka kwestii. Głębia ostrości w ogóle nie zależy od stabilizacji optycznej – to parametr wynikający głównie z wartości przysłony, ogniskowej obiektywu i odległości od fotografowanego obiektu. W praktyce, nawet najlepszy OIS nie powiększy ani nie zmniejszy głębi ostrości, bo to zupełnie inne zagadnienie optyczne. Co do zaszumienia obrazu: szumy mają związek przede wszystkim z czułością ISO i jakością matrycy, a nie z ruchem aparatu. Stabilizacja nie usuwa szumów, choć – tu jest pewien haczyk – pośrednio może pomóc, bo umożliwia robienie zdjęć na niższym ISO przy dłuższych czasach naświetlania, ale to bardziej efekt uboczny, nie główny cel. Jeśli chodzi o poprawę ostrości zdjęć szybko poruszających się obiektów, OIS niestety nie jest tutaj rozwiązaniem – ten system kompensuje tylko drgania samego aparatu, a nie ruchu obiektu w kadrze. W takich sytuacjach konieczne jest skrócenie czasu migawki lub użycie specjalnej funkcji śledzenia autofokusa, a nie stabilizacji. Typowym błędem jest też przekonanie, że każda technologia w aparacie poprawia wszystko naraz, ale w rzeczywistości każda funkcjonalność odpowiada za coś innego. Optyczna stabilizacja obrazu skupia się wyłącznie na eliminacji skutków drgań aparatu, co jest szczególnie widoczne przy fotografowaniu z ręki, przy dłuższym czasie migawki. Cała reszta, czyli głębia ostrości, szumy czy ruch obiektów, to zupełnie inne zagadnienia i wymagają innych technik oraz ustawień. Moim zdaniem, dobrze jest znać te różnice, bo to pozwala świadomie wykorzystywać sprzęt i nie tracić czasu na szukanie rozwiązań tam, gdzie ich po prostu nie ma.