Prawidłowo wskazana barwa purpurowa wynika z podstawowej zasady pracy z barwnym negatywem: pozytyw jest zawsze barwowo komplementarny do negatywu. Na materiale negatywowym rejestruje się barwy dopełniające względem sceny rzeczywistej. Oznacza to, że tam, gdzie w scenie był kolor zielony, na negatywie pojawia się jego dopełnienie – czyli purpura (magenta). W procesie kopiowania na papier kolorowy sytuacja odwraca się jeszcze raz: naświetlamy warstwy światłoczułe papieru światłem przechodzącym przez barwny negatyw i w efekcie na pozytywie odzyskujemy z powrotem barwę, którą „symbolizuje” dana warstwa. W tym przypadku jest to właśnie purpurowa z obszaru, który na negatywie odpowiada zieleni w oryginalnej scenie. W praktyce fotograficznej dobrze jest kojarzyć trójkąt barw: cyjan–czerwony, magenta (purpurowy)–zielony, żółty–niebieski. To klasyczny układ barw dopełniających w systemie CMY vs RGB, opisany w każdej porządnej książce o technologii materiałów światłoczułych. Z mojego doświadczenia w ciemni, kto raz to sobie rozrysuje na kartce, temu później dużo łatwiej zrozumie korekcję kolorystyczną, filtry korekcyjne oraz zachowanie się kolorów przy skanowaniu negatywu. W minilabach i profesjonalnych labach ta wiedza jest używana non stop – zarówno przy ręcznej korekcji filtracją (np. filtrami magenta i yellow w głowicy powiększalnika), jak i przy cyfrowej korekcji balansu barw. Rozumienie, że zielony na negatywie „idzie” w purpurę na pozytywie, pomaga też przewidywać efekty błędów naświetlenia i niewłaściwego wywołania – np. kiedy pojawiają się zafarby magentowe albo zielonkawe na odbitkach, od razu wiadomo, w którą stronę myśleć o korekcji. To jest po prostu fundament pracy z barwnym procesem negatyw–pozytyw.
Klucz do tego pytania leży w zrozumieniu relacji barw dopełniających w systemie negatyw–pozytyw. W fotografii barwnej pracujemy najczęściej na układzie CMY (cyjan, magenta, żółty) powiązanym z RGB (czerwony, zielony, niebieski). Każda z barw ma swoją parę dopełniającą: cyjan jest dopełnieniem czerwieni, magenta – zieleni, a żółty – niebieskiego. Materiał negatywowy rejestruje nie tyle barwy „jak widzi oko”, tylko ich dopełnienia. Dlatego myślenie wprost: „na negatywie zielone, więc na pozytywie też zielone” jest typowym błędem początkujących. W rzeczywistości na negatywie zielony obszar oznacza, że w scenie był kolor o charakterze purpurowym, a po wykonaniu kopiowania na papier pozytywowy to właśnie barwa purpurowa powinna pojawić się na odbitce. Propozycja barwy żółtej wynika często z mylenia pary dopełniającej. Żółty jest dopełnieniem niebieskiego, nie zielonego. Jeśli jakiś fragment negatywu byłby intensywnie niebieski, wtedy na pozytywie mógłby przejść właśnie w tonację żółtą. Podobnie jest z odpowiedzią niebieską – niebieski jest komplementarny do żółtego, więc taka zamiana mogłaby mieć sens przy analizie obszarów żółtych, ale nie zielonych. Wreszcie sugestia niebieskozielonej to już próba „intuicyjnego” dobrania koloru podobnego, a nie dopełniającego, co z punktu widzenia procesów barwnych jest po prostu niepoprawne. W profesjonalnej praktyce – zarówno w ciemni analogowej, jak i przy cyfrowej obróbce skanów – zawsze operuje się na parach barw dopełniających. To pozwala świadomie korygować zafarby, używać filtrów korekcyjnych, ustawiać balans bieli czy krzywe kolorystyczne. Moim zdaniem dopiero gdy fotograf faktycznie zrozumie, że zielony „odwraca się” w purpurę, a nie w żółć czy niebieski, zaczyna panować nad kolorem, zamiast tylko „kręcić suwaczkami” na chybił trafił. W barwnym procesie negatyw–pozytyw nie ma miejsca na zgadywanie – tu obowiązują konkretne, dość sztywne zależności barwne i warto je mieć w głowie jak tabliczkę mnożenia.