Prawidłowa jest ilustracja 4, bo pokazuje typowe, symetryczne i bardzo miękkie oświetlenie, jakie stosuje się przy zdjęciach biometrycznych zgodnych z normami ICAO i wytycznymi urzędów (np. do dowodu osobistego czy paszportu). Dwie duże softboksy ustawione są po bokach aparatu, mniej więcej pod podobnym kątem i na zbliżonej wysokości, dzięki czemu twarz fotografowanej osoby będzie oświetlona równomiernie z lewej i z prawej strony. Takie rozwiązanie minimalizuje ostre cienie na policzkach, pod nosem i pod brodą, a przede wszystkim zapobiega powstawaniu mocnego cienia od głowy na tle. Światło jest rozproszone, o dużej powierzchni świecenia, co daje niski kontrast i bardzo delikatne przejścia tonalne – dokładnie tego wymagają zdjęcia biometryczne, gdzie liczy się neutralny, „techniczny” wygląd, a nie efekt artystyczny. Z mojego doświadczenia w studiu, układ z dwoma softboxami po bokach aparatu jest najbardziej przewidywalny i powtarzalny: łatwo go odtworzyć, łatwo kontrolować ekspozycję i balans bieli, a klient prawie zawsze dostaje plik, który bez problemu przechodzi automatyczną weryfikację w systemach urzędowych. W praktyce, ustawiając takie światło, warto pilnować, żeby oświetlenie tła było tylko odrobinę jaśniejsze od twarzy (mniej więcej o 0,5–1 EV), co widać również na ilustracji – środek tła jest lekko rozjaśniony, ale nie przepalony. Dodatkowe lampy ustawione dalej przy tle pomagają wygładzić ewentualne cienie od sylwetki i uzyskać jednolite, jasne tło, bez smug i plam, co też jest kluczowe w fotografii biometrycznej.
Przy zdjęciach biometrycznych kluczowe jest nie tyle „ładne” światło, co spełnienie dość sztywnych wymagań technicznych: równomierne oświetlenie twarzy, brak mocnych cieni, neutralne, jednolite tło, brak efektów specjalnych i kontrastowych plam światła. Dlatego wiele typowych, portretowych czy kreatywnych ustawień oświetlenia, które na co dzień wyglądają bardzo atrakcyjnie, w fotografii biometrycznej po prostu się nie sprawdza. Jedna z częstych pułapek polega na wybieraniu układu z jedną lampą główną przed modelem i drugą lampą z tyłu lub z boku, który daje ciekawy modelunek światła, ale tworzy wyraźny cień od głowy na tle oraz mocny kontrast między stronami twarzy. Takie ustawienie może być dobre do klimatycznego portretu, ale nie do dokumentu, gdzie automat ma bez problemu rozpoznać rysy twarzy. Innym błędem jest stosowanie mocno kierunkowego światła, zwłaszcza bez modyfikatorów albo z gridem, snootem czy jakimś przesłanianiem, które generuje ostre, wyraźne cienie i nierównomierne pasy światła na tle. Na ilustracji z pasami światła widać dokładnie, jak destrukcyjny jest taki efekt: tło przestaje być jednolite, twarz byłaby częściowo w cieniu, częściowo w ostrym świetle, co praktycznie dyskwalifikuje zdjęcie w kontekście norm biometrycznych. Ustawienia z dużą liczbą lamp, ale bez symetrii i bez dwóch głównych, miękkich źródeł po bokach aparatu również są problematyczne. Często dają hotspot w centrum tła, zbyt mocno rozjaśnioną część włosów albo niekontrolowane refleksy na skórze. Typowym błędem myślowym jest założenie, że „im więcej lamp, tym lepiej” albo że wystarczy jasno oświetlić tło, a reszta się „jakoś uda”. W praktyce, przy zdjęciu biometrycznym ważniejsza jest kontrola i powtarzalność niż liczba źródeł światła. Zastosowanie dużych, miękkich modyfikatorów po bokach osi aparatu, z lekkim doświetleniem tła, to sprawdzony standard branżowy. Układy pokazane na pozostałych ilustracjach są bardziej portretowe lub efektowe i mogą prowadzić do odrzucenia zdjęcia przez system weryfikujący, właśnie przez nierówne oświetlenie twarzy i tła.