Wybranie opcji z programowym usuwaniem kurzu jako tej, która nie wyeliminuje pierścieni Newtona, jest jak najbardziej trafne. Pierścienie Newtona powstają z powodu zjawiska interferencji światła między dwiema bardzo blisko położonymi, gładkimi powierzchniami – np. emulsją filmu a szybą skanera. Kiedy między nimi jest cienka warstwa powietrza i minimalne różnice odległości, światło odbija się w różny sposób i tworzy kolorowe lub szare kręgi, widoczne szczególnie przy skanowaniu negatywów, slajdów czy innych materiałów transparentnych. Oprogramowanie do usuwania kurzu (typu Digital ICE i podobne) działa zupełnie inaczej. Analizuje ono zabrudzenia, rysy i pył na podstawie dodatkowego kanału podczerwieni lub algorytmów rozpoznawania defektów i próbuje je „wypełnić” informacją z sąsiednich pikseli. To są artefakty fizyczne na powierzchni materiału, a nie zjawisko interferencyjne wynikające z geometrii i optyki. Z mojego doświadczenia, nawet najlepsze algorytmy odszumiania i usuwania kurzu nie radzą sobie z pierścieniami Newtona, bo te wzory nie wyglądają jak brud, tylko jak regularna struktura obrazu. Dlatego profesjonaliści od skanowania materiałów światłoczułych stosują metody czysto fizyczne: skanowanie na mokro z użyciem specjalnych płynów i folii, które wyrównują współczynnik załamania i „kasują” szczelinę powietrza; lekkie odsunięcie materiału od szyby, żeby zlikwidować warunki do interferencji; albo użycie uchwytów z półmatowym szkłem dociskowym, które rozprasza światło i rozbija pierścienie. W branży archiwizacji negatywów i digitalizacji zbiorów przyjmuje się wręcz jako standard, że z pierścieniami walczy się głównie mechanicznie i optycznie, a nie software’owo. Dobrą praktyką jest też testowanie różnych wysokości zawieszenia filmu i różnych uchwytów, bo każdy skaner trochę inaczej reaguje na takie artefakty.
Pierścienie Newtona to typowy problem przy skanowaniu negatywów, slajdów i innych materiałów transparentnych, szczególnie jeśli leżą one bezpośrednio na szybie skanera albo są mocno dociskane gładką powierzchnią. Wbrew pozorom nie jest to kwestia „brudu” czy kurzu, tylko zjawisko interferencji fal świetlnych pomiędzy dwiema prawie równoległymi, gładkimi powierzchniami oddzielonymi bardzo cienką warstwą powietrza. Dlatego próby rozwiązania tego problemu samym oprogramowaniem, takim jak funkcje programowego usuwania kurzu, prowadzą często na manowce. Algorytmy tego typu zostały zaprojektowane do wykrywania i korygowania punktowych defektów: pyłków, zarysowań, włosków. Robią to na podstawie analizy jasności, kolorów i czasem dodatkowego kanału podczerwieni. Pierścienie Newtona mają natomiast charakterystyczny, falisty, koncentryczny układ i są wynikiem optyki, a nie powierzchniowych zabrudzeń. Dlatego oprogramowanie traktuje je jak normalną część obrazu i nie „czyści” ich. Typowy błąd myślowy polega na wrzuceniu wszystkich problemów skanowania do jednego worka: „jak coś wygląda źle, to włączę wszystkie możliwe filtry i będzie dobrze”. W praktyce profesjonaliści stosują rozwiązania fizyczne. Skanowanie na mokro z użyciem specjalnych płynów i folii niweluje różnice współczynnika załamania i eliminuje szczelinę powietrza, przez co warunki do interferencji praktycznie znikają. Odsunięcie materiału od szyby skanera, za pomocą uchwytu o odpowiedniej wysokości, też zmienia geometrię układu optycznego i rozbija powstawanie pierścieni. Z kolei uchwyty z półmatowym szkłem dociskowym rozpraszają światło, dzięki czemu interferencyjne wzory nie tworzą się w tak wyraźnej postaci. W dobrych praktykach digitalizacji przyjmuje się, że pierścienie Newtona zwalcza się głównie przez odpowiednią konstrukcję uchwytów i technikę skanowania, a funkcje software’owe typu „dust removal” zostawia się do innych zadań: usuwania kurzu, drobnych rys i szumów, ale nie zjawisk interferencyjnych.