Wybranie urządzenia 3 jest zgodne z praktyką pracy z materiałami światłoczułymi. To jest specjalistyczny skaner do filmów i diapozytywów, który wykorzystuje podświetlenie przeźrocza od tyłu (światło przechodzące), a nie odbite, jak w typowym skanerze płaskim. Dzięki temu diapozytyw średnioformatowy (np. 6×4,5, 6×6, 6×7 cm) jest skanowany z pełną gęstością optyczną, z zachowaniem szczegółów w światłach i cieniach. Takie urządzenia mają zazwyczaj wysoką rozdzielczość optyczną (rzędu kilku tysięcy dpi) i odpowiedni zakres dynamiczny, co pozwala realnie wykorzystać potencjał slajdu, który ma dużo większy kontrast niż zwykły wydruk. W profesjonalnym workflow skanowanie diapozytywów wykonuje się właśnie na dedykowanych skanerach filmowych, bo gwarantują stabilne prowadzenie filmu w prowadnicy, równomierne naświetlenie, możliwość stosowania profilowania ICC oraz zaawansowanych algorytmów usuwania kurzu i rys (np. systemy typu Digital ICE). Moim zdaniem, jeżeli ktoś poważnie myśli o archiwizacji slajdów średnioformatowych do dalszej obróbki w programach graficznych i późniejszego druku wystawowego, to taki skaner jest absolutną podstawą. W codziennej pracy w studiu używa się go do digitalizacji archiwów, przygotowania materiału do wydruków pigmentowych, fotoksiążek czy publikacji w wysokiej rozdzielczości. To jest po prostu narzędzie zaprojektowane dokładnie pod to zadanie, a nie kompromisowe obejście problemu.
W przypadku diapozytywu średnioformatowego kluczowe jest zrozumienie, że mamy do czynienia z materiałem przezroczystym o stosunkowo dużej gęstości optycznej i wysokim kontraście. Wiele osób intuicyjnie sięga po skaner ręczny lub zwykły skaner płaski, bo wydaje się, że „skaner to skaner” i każdy poradzi sobie z każdą kliszą. To jest typowy błąd myślowy: mylenie urządzeń do dokumentów odbitkowych z urządzeniami do materiałów transparentnych. Skaner ręczny, podobny do tych używanych do szybkiego kopiowania dokumentów, jest projektowany do pracy ze światłem odbitym od papieru, a nie do równomiernego podświetlania diapozytywu od tyłu. Brakuje mu odpowiedniej optyki, stabilnego prowadzenia materiału i przede wszystkim zakresu dynamicznego, więc slajd po prostu „siądzie” – światła będą przepalone, cienie zlane w jedną plamę. Zwykły skaner płaski bez modułu do filmów ma ten sam problem: oświetlenie i układ optyczny są zoptymalizowane pod kartki A4, faktury, zdjęcia na papierze, a nie pod małe przeźrocza, które wymagają innej konstrukcji źródła światła i innego toru optycznego. Nawet jeśli położymy slajd na szybie, skaner nie widzi poprawnie przechodzącego światła, a uzyskany obraz jest technicznie bezużyteczny. Z kolei różnego typu "gadżetowe" urządzenia do zgrywania zdjęć czy slajdów, wyglądające jak małe pudełka z okienkiem, zwykle korzystają z bardzo prostych matryc i elektroniki, działając w praktyce bardziej jak aparat kompaktowy w obudowie niż jak prawdziwy skaner. Rozdzielczość jest często marketingowa, a nie optyczna, odwzorowanie barw bywa słabe, a pliki nadają się najwyżej do szybkiego podglądu w internecie, a nie do poważnej archiwizacji czy druku. W pracy profesjonalnej nad materiałem średnioformatowym liczy się kontrola nad gęstością optyczną, liniowością przejść tonalnych oraz powtarzalnością wyników. Dlatego branżowym standardem jest używanie dedykowanych skanerów do filmów i slajdów, z dopasowanymi uchwytami do formatu 120, odpowiednim podświetleniem i oprogramowaniem pozwalającym na precyzyjną korekcję ekspozycji oraz balansu barw już na etapie skanowania. Wszystkie inne rozwiązania są w tej sytuacji kompromisem, który mocno ogranicza jakość końcowego pliku.