Kontrast walorowy to w fotografii różnica pomiędzy najjaśniejszymi a najciemniejszymi partiami obrazu, czyli po prostu kontrast pomiędzy światłem a cieniem. Połączenie białego i czarnego daje absolutnie największy możliwy kontrast walorowy, bo to są dwa skrajne punkty na skali szarości. W praktyce, jeśli na czarno-białym zdjęciu zestawisz te dwa kolory, automatycznie przyciągasz wzrok widza, bo ludzkie oko wyłapuje takie mocne przeciwstawienia najszybciej. Takie podejście jest często wykorzystywane w fotografii portretowej, fotografii produktowej czy nawet w fotografii ulicznej, gdzie chcemy mocno zaakcentować postać lub przedmiot na tle tła. Fotografowie, szczególnie ci inspirujący się klasyką, celowo szukają takich sytuacji, bo kontrast bieli i czerni „czyści” kompozycję i pozwala skupić się na sednie kadru. Moim zdaniem, znajomość tego zjawiska przydaje się nie tylko w fotografii cyfrowej, ale też tradycyjnej, bo światło i cień zawsze będą fundamentem dobrego obrazu. Warto też wiedzieć, że w branży graficznej czy projektowej ten sam mechanizm wykorzystuje się np. w logotypach, kiedy zależy nam na czytelności nawet w minimalnych rozmiarach. Wielu znanych fotografów, jak choćby Ansel Adams, opierało całą swoją technikę na maksymalnym wykorzystaniu kontrastu tonalnego – to jest właśnie różnica pomiędzy bielą a czernią. W praktyce – jak chcesz, by coś „wyskoczyło” z fotografii, zestaw biel i czerń.
W fotografii pojęcie kontrastu walorowego odnosi się do różnicy pomiędzy jasnością najjaśniejszych i najciemniejszych partii obrazu, czyli do skali szarości, a nie do kontrastu barwnego. Częsty błąd wynika z mylenia kontrastu walorowego z kontrastem kolorystycznym. Na przykład, połączenie niebieskiego i żółtego czy niebieskiego i czerwonego daje bardzo mocny kontrast barwny, bo to są kolory dopełniające lub leżące daleko od siebie na kole barw. Jednak, gdy przekształcimy zdjęcie do czerni i bieli, różnica między tymi kolorami potrafi się całkowicie zatrzeć – ich walor (czyli jasność) bywa bardzo zbliżony, przez co obraz staje się płaski i nie robi już takiego wrażenia. Podobnie mylące jest zestawienie białego i szarego – choć różnica walorowa będzie widoczna, to nie będzie tak silna jak przy zestawieniu bieli i czerni, bo szary to tylko środkowy punkt na skali szarości. Praktyka pokazuje, że wielu początkujących fotografów skupia się na kontrastach kolorystycznych, zapominając, że w czarno-białej fotografii liczy się wyłącznie różnica jasności. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli nie bierze się tego pod uwagę, łatwo rozczarować się finalnym efektem po konwersji zdjęcia do skali szarości. Profesjonalne standardy fotograficzne zalecają, by podczas planowania zdjęcia analizować nie tylko kolory, ale właśnie też ich wartości tonalne. To pozwala zapanować nad kompozycją i prowadzić wzrok widza tam, gdzie chcemy. Warto wyrobić sobie nawyk patrzenia na świat pod kątem światła i cienia, a nie tylko barw – to klucz do budowania mocnych, wyrazistych zdjęć.