Parametr D-max opisuje maksymalną gęstość optyczną, jaką skaner jest w stanie poprawnie zarejestrować i rozróżnić. Mówiąc po ludzku: im wyższe D-max, tym lepsza zdolność skanera do różnicowania szczegółów i tonów w bardzo ciemnych partiach obrazu, np. w głębokich cieniach slajdu czy negatywu. W praktyce to właśnie tam najłatwiej wszystko „zlewa się w czarną plamę”, jeśli urządzenie ma słaby zakres tonalny. D-max wiąże się bezpośrednio z zakresem dynamicznym skanera. Dobry skaner do materiałów fotograficznych ma zwykle D-max w okolicach 3,6–4,0 i więcej. Dzięki temu potrafi wyciągnąć detale z gęstych, mocno naświetlonych fragmentów filmu, gdzie gęstość optyczna emulsji jest wysoka. Moim zdaniem, przy pracy ze slajdami i negatywami to jeden z kluczowych parametrów – często ważniejszy niż sama rozdzielczość w dpi, bo bez poprawnego odwzorowania cieni zdjęcie wygląda płasko i sztucznie. W praktyce widać to np. przy skanowaniu scen nocnych, wnętrz z mocnym kontrastem, garniturów, włosów czy ciemnych tkanin – skaner z wysokim D-max pokaże fakturę materiału, przejścia tonalne, subtelne różnice w czerniach, podczas gdy słabszy model zrobi z tego jednolitą plamę. W dobrych praktykach przyjmuje się, że do profesjonalnego archiwizowania materiałów fotograficznych warto wybierać skanery o możliwie wysokim D-max, właśnie po to, żeby maksymalnie zachować informacje w cieniach, które potem można jeszcze obrabiać w postprocessingu bez agresywnego podbijania szumów. To też powód, dla którego skanery dedykowane do filmów są często wyżej cenione niż zwykłe skanery płaskie – zwykle mają lepszy zakres dynamiczny, a więc i wyższy D-max.
Parametr D-max bywa mylony z różnymi innymi cechami skanera, bo producenci i marketing często mieszają pojęcia. Warto to sobie uporządkować. D-max dotyczy wyłącznie zakresu tonalnego w ciemnych partiach obrazu, czyli zdolności urządzenia do rozróżniania szczegółów w obszarach o dużej gęstości optycznej. Nie opisuje ani systemów korekcji kurzu, ani szybkości pracy, ani rozdzielczości w jasnych partiach. Jedno z częstych nieporozumień polega na łączeniu D-max z technologią usuwania kurzu na podstawie podczerwieni (np. Digital ICE i podobne rozwiązania). Tam faktycznie wykorzystuje się dodatkowy kanał IR, ale celem jest detekcja zanieczyszczeń na powierzchni filmu, rys i pyłków, a nie pomiar gęstości optycznej emulsji. To zupełnie inny mechanizm, bardziej bliski retuszowi i automatycznej naprawie obrazu niż odwzorowaniu zakresu tonalnego. Parametr D-max nie mówi nic o jakości działania takich algorytmów, bo one są zależne od oprogramowania i konstrukcji toru optycznego, a nie od samej maksymalnej gęstości, jaką da się zarejestrować. Kolejny typowy błąd to traktowanie D-max jako miary zdolności rozdzielczej w najjaśniejszych partiach obrazu. Rozdzielczość opisuje, ile szczegółów w jednostce długości (dpi, ppi) może zarejestrować skaner, natomiast D-max dotyczy zakresu dynamicznego i stosunku sygnału do szumu przy bardzo ciemnych fragmentach. Jasne partie obrazu są zwykle łatwiejsze do poprawnego zarejestrowania, problem zaczyna się właśnie w cieniach. Mylenie tych dwóch rzeczy wynika z intuicyjnego myślenia, że „im wyższy parametr, tym wszystko jest lepsze”, ale w skanowaniu każdy parametr opisuje inny aspekt: rozdzielczość – szczegółowość, D-max – głębię cieni. Pojawia się też czasem skojarzenie, że D-max ma coś wspólnego z szybkością transferu czy tempem skanowania, zwłaszcza przy rejestracji wieloprzebiegowej. To też nie jest trafne. Szybkość zależy od elektroniki, interfejsu (USB, FireWire, sieć), sposobu pracy lampy lub diod LED, a przy skanowaniu wieloprzebiegowym – po prostu od liczby przejść i algorytmów uśredniania. D-max może wpływać na jakość danych z tych przejść, ale nie decyduje, ile czasu to zajmie. Z mojego doświadczenia największym błędem jest patrzenie na D-max jak na „magiczny” wskaźnik ogólnej jakości skanera. To tylko, albo aż, informacja o tym, ile informacji da się odzyskać z cieni. Jeśli się to dobrze zrozumie, łatwiej dobrać sprzęt pod konkretne zastosowania i nie sugerować się opisami marketingowymi, które mieszają zakres dynamiczny z rozdzielczością, szybkością czy funkcjami automatycznej korekcji.