Bardzo istotne jest, żeby podczas dłuższego przechowywania aparatu fotograficznego wyjąć z niego baterię oraz kartę pamięci. Akumulatory, szczególnie te typu Li-ion, mogą się rozładować do poziomu krytycznego, jeśli zostaną pozostawione w urządzeniu na dłużej, co może prowadzić nawet do ich trwałego uszkodzenia. Czasem zdarza się, że sprzęt pobiera minimalny prąd nawet, gdy jest wyłączony – po kilku tygodniach lub miesiącach bateria potrafi paść tak, że już jej nie da się uratować. Dodatkowo, wyciek elektrolitu z baterii może spowodować poważne uszkodzenia elektroniki aparatu, zalanie styków czy nawet korozję na płytce drukowanej. Zresztą, wyjęcie karty pamięci to też dobry nawyk – po pierwsze ogranicza ryzyko przypadkowego uszkodzenia karty podczas różnych manipulacji sprzętem (np. przy czyszczeniu), a po drugie zabezpiecza dane przed ewentualną utratą. To jest jedna z tych prostych czynności, które mogą zaoszczędzić naprawdę dużo nerwów i pieniędzy na serwis czy wymianę części. Wielu profesjonalistów stosuje jeszcze dodatkowe zabezpieczenia jak przechowywanie aparatu w suchym pudełku z pochłaniaczem wilgoci, ale wyjęcie baterii i karty to takie absolutne minimum, bez którego naprawdę nie warto ryzykować. Zresztą, w instrukcjach praktycznie każdego producenta można znaleźć podobne zalecenie – polecam się z nimi zapoznać, bo potem w serwisie nikt nie uzna reklamacji, jak znajdą ślady wycieku z baterii.
W praktyce dłuższe przechowywanie aparatu fotograficznego nie wymaga jego formatowania czy oddzielania obiektywu od korpusu. Formatowanie karty pamięci jest czynnością techniczną, która służy wyłącznie przygotowaniu nośnika do zapisu danych, ale absolutnie nie wpływa na bezpieczeństwo czy trwałość aparatu podczas składowania. To dość częsty mit, że czysta karta jest 'lepsza' dla sprzętu – w rzeczywistości jej zawartość nie ma żadnego wpływu na stan elektroniki czy mechaniki aparatu. Z kolei przechowywanie aparatu w chłodnym miejscu niesie ze sobą pułapki – zbyt niska temperatura może wpłynąć negatywnie na uszczelki, a przede wszystkim, bez wyjęcia baterii, nawet zimno nie uchroni akumulatora przed samoistnym rozładowaniem czy degradacją. Często spotykam się z przekonaniem, że rozkręcanie sprzętu i oddzielanie obiektywu od korpusu to dobry sposób na zabezpieczenie – w rzeczywistości jednak taka praktyka zwykle prowadzi do osadzania się kurzu lub nawet ryzyka uszkodzenia mocowania bagnetowego, jeśli nie zostanie użyta odpowiednia zaślepka. To raczej czynność serwisowa, niekonieczna podczas zwykłego przechowywania. Z mojego doświadczenia wynika, że największym zagrożeniem dla sprzętu fotograficznego podczas dłuższego składowania nie jest jego lokalizacja ani sposób rozłączenia elementów, ale właśnie pozostawienie baterii w środku. Odpowiednie przygotowanie aparatu przed okresem nieaktywności, zgodnie z zaleceniami producentów, polega przede wszystkim na wyjęciu baterii z urządzenia oraz bezpiecznym odłożeniu karty pamięci – to jest w zasadzie branżowy standard. Częste błędy myślowe to nadmierne skupienie się na pozornie istotnych czynnościach, które w praktyce nie mają znaczenia dla trwałości sprzętu, za to ignorowanie tych, które mogą naprawdę uchronić nasz aparat przed uszkodzeniem.