Filtr polaryzacyjny to taki trochę must-have w fotografii krajobrazowej, szczególnie gdy chcesz pokazać efektowne, dynamiczne chmury na tle intensywnie niebieskiego nieba. Działa on na zasadzie eliminowania odbić światła spolaryzowanego, czyli takiego, które pochodzi np. od cząsteczek powietrza czy wody. Moim zdaniem to właśnie ten filtr pozwala uzyskać ten charakterystyczny, głębszy odcień nieba i bardzo wyraziste chmury, które "wychodzą" na pierwszy plan zdjęcia. W praktyce dobrze sprawdza się także przy fotografii w słoneczne dni, bo redukuje odblaski z liści, szyby czy powierzchni wody. Warto pamiętać, że efekt działania filtra polaryzacyjnego jest najmocniejszy, gdy kąt między słońcem a obiektywem wynosi około 90 stopni. Branżowe poradniki polecają go właśnie do krajobrazów i fotografii przyrodniczej, bo poza niebem potrafi też poprawić kontrast i nasycenie barw. Oczywiście, trzeba też uważać, żeby nie przesadzić z efektami, bo czasami niebo wychodzi aż za bardzo nienaturalnie niebieskie. W sumie, w pracy fotografa krajobrazów filtr polaryzacyjny to taki prosty, ale bardzo skuteczny sposób na podkręcenie klimatu zdjęć bez żmudnej obróbki komputerowej.
Jeśli chodzi o filtry fotograficzne, łatwo się pogubić, bo nazw jest sporo, ale nie każdy z nich nadaje się do konkretnych zastosowań. Filtr multiplikujący (co właściwie nie jest pojęciem branżowo stosowanym, raczej chodziło tu o filtr "multiply" w postprodukcji, a nie prawdziwy filtr optyczny) nie ma żadnego wpływu na uwydatnienie chmur czy podbicie koloru nieba, więc to raczej nie ten kierunek. Filtr UV to taki klasyk, który dawniej chronił film przed promieniowaniem ultrafioletowym, ale w przypadku aparatów cyfrowych właściwie nie daje efektów wizualnych – głównie zabezpiecza soczewkę przed kurzem i zarysowaniami. Do uzyskania bardziej wyrazistego nieba kompletnie się nie przyda, nawet jeśli by się chciało. Filtr IR (podczerwony) to już zupełnie inna bajka – stosowany jest do fotografii w podczerwieni, więc efekty są mocno surrealistyczne. Na takim zdjęciu chmury faktycznie mogą się wyróżniać, ale kolorystyka całego krajobrazu robi się nienaturalna, a niebo nie będzie po prostu "bardziej niebieskie", tylko wręcz dziwnie jasne lub białe. Wielu początkujących myśli, że każdy filtr coś "ulepsza", ale tutaj liczy się specyfika światła i to, jak filtr je przepuszcza. Praktyka pokazuje, że do intensyfikacji błękitu nieba i selektywnego uwydatnienia chmur polecany jest właśnie filtr polaryzacyjny. Z mojego doświadczenia wynika, że inne filtry po prostu nie dadzą tego efektu i mogą nawet pogorszyć jakość zdjęcia przez niepotrzebne straty światła czy przekłamania barw. Warto więc dobrze znać działanie każdego z nich i sięgać po nie świadomie, a nie "na czuja" – bo potem łatwo się rozczarować wynikiem.