Poprawnie powiązałeś zmianę przysłony z ilością światła z lampy. Przy liczbie przysłony f/5,6 uzyskano prawidłową ekspozycję przy jednym błysku. Przejście z f/5,6 na f/16 oznacza domknięcie przysłony o trzy pełne działki (5,6 → 8 → 11 → 16). Każda pełna działka przysłony zmniejsza ilość światła o połowę, czyli przy f/16 do matrycy lub filmu dociera 2³ = 8 razy mniej światła niż przy f/5,6. Skoro jeden błysk dawał poprawne naświetlenie przy f/5,6, to żeby zrekompensować trzykrotne „przykręcenie” przysłony, trzeba dostarczyć 8 razy więcej światła z lampy, czyli wyzwolić ją 8 razy. To jest dokładnie ta sama logika, jak przy klasycznej zależności EV w ekspozycji: każda zmiana o 1 EV to podwojenie lub o połowę ilości światła. W praktyce takie rozwiązanie stosuje się np. przy fotografii produktowej czy makrofotografii w studiu, gdy masz stałe ustawienia ISO i czasu, a chcesz zwiększyć głębię ostrości przez domknięcie przysłony, ale moc pojedynczego błysku lampy jest za mała. Wtedy zamiast podnosić ISO (co może pogorszyć jakość obrazu) albo wydłużać czas naświetlania ponad czas synchronizacji, wykonuje się serię błysków z tej samej pozycji lampy, sumując ich energię. Z mojego doświadczenia w pracy z lampami studyjnymi dużo wygodniej jest myśleć właśnie w działkach przysłony i EV: każde dwukrotne zwiększenie energii błysku kompensuje jedną działkę przysłony. Tutaj po prostu odwracasz problem – skoro przymknąłeś przysłonę o trzy działki, to potrzebujesz o trzy działki więcej światła, czyli 8-krotnie większej energii błysku, co realizujesz przez 8 wyzwoleń lampy przy tych samych ustawieniach.
Klucz do tego zadania leży w zrozumieniu zależności między liczbą przysłony a ilością światła oraz w myśleniu w pełnych działkach ekspozycji, a nie w „intuicyjnych” proporcjach. Zmiana przysłony z f/5,6 na f/16 to nie jest drobna korekta, tylko domknięcie o trzy pełne działki: 5,6 → 8 → 11 → 16. Każda taka zmiana zmniejsza ilość światła o połowę, więc łącznie mamy 2 × 2 × 2, czyli 8-krotny spadek ilości światła docierającego do matrycy lub filmu. Typowym błędem jest mylenie samych wartości liczbowych przysłony z ilością światła w sposób liniowy. Ktoś patrzy: z 5,6 na 16, to mniej więcej „trzy razy więcej”, więc może wystarczy 3–4 błyski. Niestety tak to nie działa, bo skala przysłon jest logarytmiczna, a nie arytmetyczna. Równie mylące bywa porównywanie samych wartości 8, 4 lub 16 jako „mnożników” bez odniesienia do działek EV. Innym częstym skrótem myślowym jest założenie, że skoro różnica wydaje się „nie aż tak duża w praktyce”, to wystarczy 2-krotne zwiększenie energii błysku. To też jest pułapka – w fotografii ekspozycja jest bardzo precyzyjna, a przysłona f/16 w porównaniu z f/5,6 naprawdę mocno ogranicza ilość światła. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze liczyć zmiany w pełnych działkach: każda pełna zmiana przysłony, czasu lub ISO to dokładnie podwojenie albo o połowę ilości światła. Jeśli domykasz przysłonę o trzy działki i nie ruszasz ani czasu, ani ISO, to musisz dostarczyć trzy działki więcej światła z lampy, czyli 8 razy więcej energii. Można to zrobić zwiększając moc pojedynczego błysku (jeśli lampa na to pozwala) albo sumując kilka błysków na tym samym kadrze. W tym zadaniu zakładamy stałą moc pojedynczego błysku, więc jedyną poprawną kompensacją są 8 wyzwoleń lampy, a nie 2, 4 czy 16, które wynikają z błędnych, liniowych skojarzeń z liczbami przysłon zamiast z ich rzeczywistym wpływem na ekspozycję.