Poprawnie powiązałeś pokazane materiały eksploatacyjne z drukarką termosublimacyjną. Na zdjęciu widać charakterystyczne kolorowe taśmy na rolkach – to folie barwiące z barwnikami w postaci stałej, które w procesie druku są lokalnie podgrzewane przez głowicę termiczną. Pod wpływem temperatury barwnik przechodzi ze stanu stałego w gazowy (sublimacja) i wnika w warstwę odbitki, najczęściej w specjalnie powleczony papier fotograficzny. W typowych kasetach termosublimacyjnych barwy są ułożone w segmentach: Y (yellow), M (magenta), C (cyan), czasem dodatkowo O (overcoat) – bezbarwna warstwa ochronna. Właśnie takie kolorowe pola na przezroczystej folii widzisz na ilustracji. W odróżnieniu od drukarek atramentowych czy laserowych, w termosublimacji nie ma kropli atramentu ani proszku tonera. Dzięki temu przejścia tonalne są bardzo gładkie, a wydruk przypomina klasyczną odbitkę z minilabu – to dlatego ta technologia jest często używana w małych drukarkach do zdjęć 10×15 cm, fotobudkach, kioskach samoobsługowych czy przenośnych drukarkach eventowych. Moim zdaniem, jeśli ktoś potrzebuje powtarzalnej jakości i trwałości kolorów do wydruków pamiątkowych, termosublimacja jest jednym z najpewniejszych wyborów. W praktyce ważne jest, żeby zawsze używać kompletu: dedykowanej folii i papieru zalecanego przez producenta (Canon, DNP, Mitsubishi itd.). Te materiały są dobierane pod kątem temperatury pracy głowicy, grubości warstwy barwnika i profili kolorystycznych. W profesjonalnym workflow dba się też o przechowywanie kaset w suchym miejscu, bez wysokiej temperatury, bo barwnik na folii jest dość wrażliwy na przegrzanie. Dobrą praktyką jest także drukowanie całych kompletów (np. 36 odbitek z kasety), bo technologia i tak zużywa segmenty folii dla pełnego formatu, niezależnie od ilości zadruku na zdjęciu.
Na zdjęciu łatwo się pomylić, bo widać kasetę w kształcie zbliżonym do wkładów znanych z innych drukarek, ale kluczowy jest rodzaj materiału barwiącego. W drukarkach laserowych stosuje się toner – drobny proszek zamknięty w kartridżach, który jest nanoszony na bęben światłoczuły i utrwalany w wysokiej temperaturze na papierze. Tam nie ma przezroczystej taśmy z segmentami kolorów, tylko jednolita kaseta z proszkiem. Z kolei w drukarkach atramentowych używa się płynnego tuszu w zbiornikach lub kartridżach, często w postaci osobnych pojemników CMYK. Materiały eksploatacyjne do atramentówek wyglądają zupełnie inaczej: są to małe pojemniki z gąbką lub zbiorniki z atramentem, bez jakichkolwiek kolorowych folii na rolkach. Drukarki pigmentowe to w zasadzie szczególny rodzaj drukarek atramentowych – różnica polega na tym, że zamiast barwników barwnikowych (dye-based) używają pigmentów, czyli drobnych cząstek stałych zawieszonych w nośniku. W praktyce kasety pigmentowe też są po prostu pojemnikami z płynnym atramentem, a nie taśmą. Typowym błędem jest założenie, że skoro wydruk jest „fotograficzny”, to musi pochodzić z drukarki atramentowej, bo takie urządzenia są najpopularniejsze w domach. Tymczasem w zastosowaniach typowo foto – małe drukarki 10×15, fotokioski w sklepach, drukarki do legitymacji czy fotobudek – bardzo często stosuje się właśnie termosublimację. W technologii termosublimacyjnej materiał eksploatacyjny to zestaw papier + folia barwiąca na rolkach. Na folii widać wyraźne pasy w kolorach żółtym, magentowym i cyjanowym (czasem także bezbarwny overcoat), które głowica termiczna „odparowuje” warstwa po warstwie na papier. Stąd charakterystyczny wygląd: długie kasety, przez które przewijana jest cienka, błyszcząca taśma z segmentami kolorów – dokładnie tak, jak na ilustracji. Gdy zna się te różnice, łatwo odróżnić technologie: brak proszku tonera, brak płynnego tuszu, za to obecność kolorowej folii na rolkach jednoznacznie wskazuje na drukarkę termosublimacyjną.