Wybranie techniki stereoskopowej jest tutaj jak najbardziej trafne. Na zdjęciu widoczny jest typowy obraz anaglifowy: krawędzie obiektów są zdublowane i przesunięte względem siebie w kanałach barwnych (głównie czerwonym i cyjanowym). To klasyczny sposób zapisu fotografii stereoskopowej, w której łączy się dwa ujęcia tej samej sceny wykonane z nieznacznie przesuniętych punktów widzenia – odpowiadających lewemu i prawemu oku. Po założeniu odpowiednich okularów (np. czerwono–niebieskich) mózg scala te dwa obrazy w jeden, dając wrażenie głębi przestrzennej i trójwymiarowości. W praktyce stereoskopia jest wykorzystywana nie tylko w fotografii artystycznej, ale też w wizualizacjach technicznych, w geodezji, fotogrametrii, medycynie (np. obrazowanie 3D) czy w filmie 3D. W fotografii cyfrowej stosuje się albo aparaty z dwoma obiektywami, albo wykonuje się dwa zdjęcia z przesunięciem aparatu na szynie. Potem łączy się je programowo w jeden obraz anaglifowy lub w inny format 3D (np. MPO, side‑by‑side). Dobrą praktyką jest zachowanie odpowiedniej bazy stereoskopowej – zbyt duże przesunięcie powoduje nienaturalny efekt i męczy wzrok, zbyt małe daje bardzo słaby efekt głębi. Z mojego doświadczenia dobrze jest zaczynać od bazy zbliżonej do rozstawu ludzkich oczu i dopiero potem eksperymentować. Warto też pilnować zgodności poziomu horyzontu w obu ujęciach, bo różnice pionowe powodują dyskomfort przy oglądaniu. To wszystko razem dokładnie pasuje do definicji fotografii stereoskopowej, a nie makro, mikro czy panoramowania.
Na zdjęciu widać efekt typowy dla stereoskopii, ale łatwo dać się zmylić, bo obraz wygląda nietypowo kolorystycznie. Wiele osób kojarzy taką „dziwną” kolorystykę z obróbką cyfrową albo jakąś awarią aparatu, tymczasem to świadomy zapis dwóch lekko przesuniętych obrazów w różnych kanałach barwnych – tzw. anaglif. Mylenie tego z fotografią makroskopową wynika często z samego brzmienia słów: makro kojarzy się z „dokładnym” albo „technicznie wyglądającym” zdjęciem. W fotografii jednak makro oznacza bardzo duże powiększenia małych obiektów (np. owady, detale biżuterii), zwykle skalę odwzorowania w okolicach 1:1 lub większą. Tutaj mamy normalny plan ogólny torów kolejowych, żadnego powiększania drobnych detali, więc o makrofotografii nie ma mowy. Podobnie jest z terminem mikroskopowa – to już jest zupełnie inna bajka, bo dotyczy obrazowania w ogromnych powiększeniach przy użyciu mikroskopu optycznego lub elektronowego. Na takim zdjęciu widzielibyśmy struktury komórkowe, ziarna emulsji, kryształy, a nie infrastrukturę kolejową. Częsty błąd polega na tym, że wszystko co „dziwne” wizualnie wrzuca się do worka z napisem „mikro” albo „specjalne efekty”, zamiast spojrzeć na przestrzenny charakter obrazu. Z kolei panoramowanie to technika związana z ruchem aparatu, a nie z trójwymiarowością. Fotograf śledzi poruszający się obiekt (np. samochód, rowerzystę), poruszając aparatem wzdłuż jego toru ruchu przy dłuższym czasie naświetlania. Efektem jest ostry obiekt na rozmytym tle, które tworzy smugi w kierunku ruchu. Na tym zdjęciu nie ma śladów takiego rozmycia ruchu – wszystko jest statyczne, za to widać podwójne, kolorowe kontury wynikające z nałożenia dwóch perspektyw. To właśnie jest klucz do rozpoznania techniki stereoskopowej. Dobra praktyka w testach polega na tym, żeby nie sugerować się samą „nietypowością” obrazu, tylko próbować nazwać konkretny efekt: czy widzę powiększenie, ruch, głębię 3D, czy może jedynie obróbkę barwną. Tutaj odpowiedź prowadzi jednoznacznie do stereoskopii.