Proces wywoływania to absolutna podstawa w klasycznej fotografii analogowej czy reprografii, gdzie wykorzystuje się światłoczułe materiały na bazie halogenków srebra. Właśnie podczas wywołania zachodzi kluczowa reakcja chemiczna: naświetlone kryształy halogenków srebra (np. bromek czy chlorek) są redukowane do srebra metalicznego. To utajony obraz staje się widoczny, bo srebro metaliczne tworzy te ciemniejsze fragmenty obrazu na negatywie czy odbitce. Całe to zjawisko jest bardzo precyzyjne – używany wywoływacz musi być odpowiednio dobrany do materiału światłoczułego, a temperatura i czas procesu mają ogromne znaczenie dla jakości końcowego efektu. Moim zdaniem ten etap jest trochę jak magia – z pozoru niewidoczny obraz nagle się pojawia. W praktyce, np. w laboratoriach fotograficznych czy nawet w pracy konserwatora archiwaliów, dokładne zrozumienie tego procesu pozwala przewidzieć, jak różne czynniki technologiczne wpłyną na kontrast, gęstość optyczną czy ziarnistość obrazu. Wywoływanie jest też najbardziej wrażliwym momentem, jeśli chodzi o kontrolę parametrów – nawet drobne błędy mogą prowadzić do utraty detali. Warto pamiętać, że dopiero po wywołaniu można przystąpić do utrwalania, które usuwa pozostałe, nienaświetlone halogenki, żeby obraz był trwały. Ale to właśnie wywołanie „wydobywa” obraz z materiału światłoczułego – tu cała chemia zaczyna działać na pełnych obrotach.
To pytanie często sprawia trudność, bo etapy obróbki fotograficznej brzmią podobnie, a jednak ich funkcje są zdecydowanie różne. Utrwalanie, choć bardzo ważne, nie redukuje halogenków srebra do srebra metalicznego – jego rolą jest usunięcie pozostałych, nienaświetlonych halogenków, które nie uległy wcześniej redukcji. Dzięki temu obraz staje się trwały i odporny na dalsze działanie światła. Z kolei kąpiel pośrednia to przemywanie materiału wodą pomiędzy wywołaniem a utrwalaniem; nie zachodzą tu żadne istotne reakcje chemiczne, tylko spłukuje się resztki wywoływacza, by uniknąć jego niekorzystnego wpływu na proces utrwalania. Kąpiel końcowa natomiast to już praktycznie kosmetyka – przemywanie, stosowanie środków antystatycznych, ewentualnie środki zmiękczające wodę, ale chemia obrazu praktycznie się wtedy nie zmienia. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób błędnie sądzi, że utrwalacz zamienia obraz utajony w widoczny, bo to właśnie po utrwaleniu zdjęcie można oglądać na świetle dziennym. To jednak jest efekt utrwalenia już powstałego obrazu, a nie jego kreacji. Często spotykam się też z przekonaniem, że kąpiele wodne mają wpływ na właściwości obrazu poza ochroną przed zanieczyszczeniami, co nie do końca jest prawdą – to raczej etap konserwacji niż tworzenia obrazu. W praktyce, jeśli ktoś chce świadomie pracować z procesem fotograficznym, musi dobrze rozróżniać te etapy, bo błędne rozumienie roli poszczególnych kąpieli może prowadzić do nieodwracalnych błędów technologicznych, zwłaszcza przy archiwizacji czy pracy z cennymi materiałami światłoczułymi.