Ustawienie blendy poniżej brody modelki to jeden z najstarszych i najskuteczniejszych trików w fotografii portretowej, który sprawdza się na planie niemal zawsze, gdy zależy nam na ukryciu niepożądanych cieni pod oczami i brodą. Tak naprawdę to wszelkie cienie powstające pod brodą, ale też w okolicach nosa czy pod dolnymi powiekami często sprawiają, że twarz wygląda na zmęczoną albo nawet starszą niż jest w rzeczywistości. Umieszczając blendę pod brodą, odbijamy światło z głównego źródła (czy to lampa, czy słońce) właśnie w kierunku tych miejsc, które naturalnie byłyby zacienione. Fotografowie i retuszerzy portretów bardzo sobie cenią to rozwiązanie, bo pozwala ono uzyskać przyjemny, miękki efekt bez konieczności późniejszego retuszu. Osobiście uważam, że to podstawowa umiejętność na każdej sesji beauty, glamour, ale też przy klasycznym portrecie biznesowym. W praktyce blendę możesz trzymać sam, poprosić asystenta albo nawet wykorzystać statyw – ważne, by była dość blisko twarzy, ale nie wchodziła w kadr. Dużo zależy od materiału blendy: biała da subtelny efekt, srebrna mocniej rozjaśni cienie, złota doda ciepła tonacji skóry. Duże światowe studia i wytyczne branżowe, np. zalecenia PPA (Professional Photographers of America), rekomendują takie podejście zwłaszcza przy zdjęciach osób, którym zależy na młodym i świeżym wyglądzie. Bez blendy cienie bywają bardzo trudne do usunięcia, a efekt finalny bywa po prostu gorszy. Warto o tym pamiętać nawet podczas robienia zdjęć smartfonem – czasem wystarczy zwykła biała kartka położona pod brodą, żeby twarz wyglądała o wiele lepiej.
Warto przeanalizować, dlaczego inne ustawienia niż blendy poniżej brody modelki nie przyniosą oczekiwanych efektów w rozświetlaniu cieni pod oczami i pod brodą. Zacznijmy od blendy nad głową – to bardzo częsty błąd, bo taka pozycja nie rozjaśnia dolnych partii twarzy, tylko co najwyżej ogranicza światło wpadające z góry. To wręcz może pogłębić cienie pod oczami, bo odbicie kieruje się na szczyt głowy czy czoło, nie pod brodę. Ustawienie aparatu powyżej głowy modelki także nie wpływa na rozproszenie światła – to tylko zmienia perspektywę zdjęcia, ale nie eliminuje problemu cieni. Często można spotkać się z przekonaniem, że wyższa pozycja aparatu automatycznie poprawi oświetlenie, ale to absolutnie nieprawda – światło pozostaje takie samo, a cienie pod oczami czy brodą mogą być nawet bardziej widoczne przy niekorzystnym ustawieniu. Aparat na wysokości oczu modelki to z kolei standardowy zabieg kompozycyjny, pozwalający zachować naturalne proporcje twarzy – jednak znów nie ma on nic wspólnego z oświetleniem czy rozjaśnianiem cieni. W praktyce fotografowie często mylą kwestie ustawienia aparatu z technikami modelowania światła – to zupełnie dwie różne rzeczy. Najczęstszy błąd to skupianie się na sprzęcie zamiast na tym, jak światło faktycznie pada na modela i jak je odbić, żeby uzyskać pożądany efekt. Blenda jest tutaj kluczowa – musi być pod brodą, bo tylko wtedy odbite światło sięgnie miejsc, gdzie naturalnie tworzą się cienie. W branży przyjęło się, że dobrze operujący światłem fotograf zna różnicę między parametrami sprzętu a praktycznym użyciem akcesoriów do modelowania światła. Właśnie to odróżnia amatorów od osób, które rozumieją światło portretowe. Jeśli więc zależy Ci na efektach typowych dla profesjonalnych sesji beauty czy business, zawsze pamiętaj o prawidłowym ustawieniu blendy – technika i praktyka są tu ważniejsze niż wszystko inne.