Symbol S (albo Tv, co pochodzi od „Time value” w aparatach Canona) oznacza w aparatach fotograficznych tryb automatyki z preselekcją czasu naświetlania. Fotograf samodzielnie wybiera czas otwarcia migawki, a aparat automatycznie dobiera wartość przysłony, żeby zdjęcie było poprawnie naświetlone. To się sprawdza zwłaszcza w sytuacjach, gdzie kluczowa jest kontrola nad ruchem – na przykład kiedy chcesz „zamrozić” dynamiczną akcję podczas meczu piłkarskiego albo świadomie rozmyć ruch wody na wodospadzie. Z mojego doświadczenia, tryb S/Tv to super narzędzie dla osób, które nie chcą bawić się manualnie dwiema wartościami naraz, a jednocześnie zależy im, żeby konkretne efekty ruchu były pod kontrolą. To często wykorzystywany tryb przez fotografów sportowych czy tych, którzy polują na ciekawe efekty wizualne z ruchem. W branży fotograficznej uznaje się takie podejście za profesjonalny kompromis między pełnym manualem a automatyką – pozwala zachować kreatywność, a jednocześnie nie zaprzątać sobie głowy wszystkimi ustawieniami. Jeszcze taka ciekawostka: niektóre aparaty mogą mieć różne oznaczenia dla tego trybu, ale filozofia działania zostaje ta sama – chodzi o świadome ustawienie czasu migawki i resztę zostawienie elektronice. Warto poeksperymentować z tym trybem, bo daje naprawdę sporo swobody, zwłaszcza wtedy, kiedy nie ma zbyt wiele czasu na ustawienia.
W świecie fotografii bardzo łatwo się pogubić w oznaczeniach trybów pracy aparatu, zwłaszcza gdy różni producenci stosują własne skróty. Wielu początkujących myli symbol S (albo Tv) z całkowicie manualną kontrolą, bo wydaje się, że jak dostajesz do ręki skrót, to możesz wszystko ustawić samodzielnie. Jednak tryb manualny to zwykle literka M – i wtedy to użytkownik decyduje zarówno o czasie naświetlania, jak i o wartości przysłony, nie dostając wsparcia ze strony automatyki aparatu. Z kolei automatyka programowa (zwykle symbol P) to taki tryb, gdzie aparat sam dobiera zarówno przysłonę, jak i czas naświetlania, oddając użytkownikowi tylko ograniczone możliwości sterowania, np. czułością ISO czy kompensacją ekspozycji. To wygodne, ale pozbawia fotografa kontroli nad najważniejszymi parametrami obrazu. Popularnym błędem jest też mylenie preselekcji przysłony z preselekcją czasu – tutaj oznaczenie to A lub Av (aperture value), gdzie ustawiamy przysłonę, a automat dobiera czas. Przydaje się to szczególnie przy kontroli głębi ostrości, na przykład w portretach, gdzie tło chcemy rozmyć albo nie. Myślenie schematyczne, że S to skrót od „super” albo „samodzielny”, czy że w ogóle chodzi o tryb pełnej automatyki, prowadzi do nieporozumień i frustracji, gdy efekty zdjęć nie są takie, jak planowaliśmy. Z mojego doświadczenia najlepiej najpierw popróbować wszystkich trybów w praktyce i nauczyć się czytać oznaczenia, bo producenci niestety nie zawsze ułatwiają sprawę. W profesjonalnej fotografii świadome używanie trybów preselekcji pozwala lepiej panować nad twórczym aspektem zdjęć, a nie polegać ślepo na automatyce. Dlatego warto znać różnice i nie wrzucać wszystkich skrótów do jednego worka.