Affinity Photo to typowy program do cyfrowej obróbki obrazu, coś jak konkurencja dla Adobe Photoshop. Do retuszu starej fotografii potrzebujesz narzędzia, które pracuje na bitmapach (obrazach rastrowych), a nie na układach stron czy montażu wideo. W Affinity Photo masz dostęp do warstw, masek, pędzli korygujących, narzędzi klonowania, łatki, usuwania zarysowań, redukcji szumów, korekcji ekspozycji, kontrastu i kolorów. To dokładnie ten zestaw funkcji, który jest standardem w branży przy renowacji zdjęć. W praktyce wygląda to tak, że skanujesz starą fotografię w wysokiej rozdzielczości (np. 600 dpi), otwierasz plik w Affinity Photo i krok po kroku czyścisz rysy za pomocą „Clone Brush” lub „Healing Brush”, prostujesz kadr, poprawiasz balans bieli, wyrównujesz poziomy i krzywe, a na końcu zapisujesz plik w formacie bezstratnym (np. TIFF) oraz w wersji roboczej z warstwami. Moim zdaniem ważne jest też korzystanie z warstw dopasowania (adjustment layers), bo pozwalają one na nieniszczącą edycję – możesz zawsze wrócić i coś poprawić bez psucia oryginalnych pikseli. W profesjonalnym workflow retuszerskim przyjęło się, że nie pracujemy bezpośrednio na oryginalnej warstwie, tylko duplikujemy ją i stosujemy korekty na osobnych warstwach, często z użyciem masek, żeby precyzyjnie kontrolować, gdzie działa dany efekt. Affinity Photo dokładnie to umożliwia, dlatego jest właściwym wyborem do cyfrowego retuszu starych zdjęć, a nie programy do składu DTP czy montażu wideo.
W tym zadaniu łatwo dać się złapać na skojarzeniach z „Adobe” albo z ogólnym hasłem „program graficzny”. Cyfrowy retusz starej fotografii to jednak bardzo konkretne zadanie: praca na obrazie rastrowym, piksel po pikselu, z użyciem narzędzi retuszerskich, warstw, masek i zaawansowanej korekcji tonalnej. Programy takie jak Adobe InDesign czy Affinity Publisher są przede wszystkim narzędziami DTP, czyli do składu publikacji: książek, katalogów, ulotek, magazynów. Ich główną funkcją jest rozmieszczanie tekstu, zdjęć i grafiki wektorowej na stronach, zarządzanie łamaniem tekstu, stylami akapitowymi, siatkami, marginesami, przygotowanie do druku w standardach typu PDF/X. Owszem, można w nich wstawić zdjęcie, lekko je przyciąć czy dopasować rozmiar, ale to absolutnie nie są programy przeznaczone do szczegółowego retuszu, usuwania zarysowań, naprawy uszkodzeń emulsji czy rekonstrukcji detali. To typowy błąd myślowy: skoro w danym programie „da się wstawić zdjęcie”, to wydaje się, że „da się też je porządnie edytować”. W praktyce branżowej edycja obrazu odbywa się w wyspecjalizowanych aplikacjach rastrowych (jak Affinity Photo czy Photoshop), a DTP służy wyłącznie do późniejszego składu gotowych, już obrobionych plików. Z kolei Adobe Premiere to profesjonalne środowisko do montażu wideo. Tam pracuje się na sekwencjach wideo, ścieżkach dźwiękowych, efektach przejść, korekcji barwnej klipów filmowych, montażu narracji, a nie na pojedynczej fotografii w wysokiej rozdzielczości. Korekcja kolorów w Premiere dotyczy ruchomego obrazu i innego typu workflow, opartego na osi czasu, a nie na warstwach i precyzyjnym retuszu detali. Dlatego wybór któregoś z tych programów wynika zwykle z mylenia pojęć: „program Adobe” lub „program graficzny” traktuje się jako jedno i to samo, zamiast rozróżnić edycję zdjęć, skład publikacji i montaż wideo. W profesjonalnym podejściu zawsze dobieramy narzędzie do zadania, a do cyfrowego retuszu starej fotografii stosuje się wyspecjalizowane oprogramowanie do obróbki obrazu rastrowego, takie jak Affinity Photo.