Odpowiedź przednio-boczny jest dokładnie tym, co stosuje się w klasycznej fotografii portretowej, szczególnie jeśli zależy nam na uzyskaniu naturalnego, modelującego światła. Ustawienie źródła światła na wysokości twarzy i pod kątem około 45° do osi optycznej obiektywu powoduje, że światło pada na modela z przodu i z boku jednocześnie. Taki układ nazywany jest też często światłem Rembrandta, bo pozwala uzyskać miękkie, trójwymiarowe cienie na twarzy, jednocześnie zachowując atrakcyjną plastyczność kształtów. Z mojego doświadczenia to najczęściej wybierane ustawienie przez portrecistów, bo daje naturalne przejścia tonalne i nie deformuje rysów twarzy. No i w praktyce – wystarczy nawet zwykła lampa błyskowa, by uzyskać taki efekt, ważne tylko by nie przesadzić z kątem, bo wtedy światło stanie się za bardzo boczne i mogą się pojawić mocne cienie, które nie zawsze wyglądają korzystnie. W branży to dosłownie podstawa – jeśli ktoś zaczyna przygodę z portretem, to zawsze słyszy o zasadzie 45°. Moim zdaniem warto też zwrócić uwagę na odbicia światła w oczach modela, tzw. catchlights, bo dobrze ustawione przednio-boczne światło pięknie je podkreśla. To takie małe detale, ale właśnie one mocno wpływają na odbiór zdjęcia. W praktyce, niezależnie czy korzystasz ze światła dziennego, czy studyjnego softboxa, ta zasada będzie działać praktycznie w każdych warunkach.
W fotografii portretowej kierunek i wysokość źródła światła mają ogromny wpływ na końcowy efekt zdjęcia, a wybór niewłaściwego ustawienia często prowadzi do niezamierzonych rezultatów. Przykładowo, światło tylno-boczne, czyli ustawione za modelem i z boku, najczęściej wykorzystywane jest do podkreślania konturów sylwetki lub efektów typu rim light. Takie światło nie nadaje się do klasycznego modelowania twarzy, bo nie podkreśla jej plastyki, a wręcz przeciwnie – może powodować zbyt mocne oddzielenie modela od tła, często sprawiając wrażenie, że twarz jest zbyt ciemna. Z kolei światło górno-boczne, padające z góry i z boku, potrafi wywołać nieprzyjemne cienie pod oczami, nosem czy brodą. W praktyce daje to wrażenie zmęczenia lub postarzenia osoby na zdjęciu, co w portrecie raczej nie jest pożądane (chyba że ktoś celowo chce uzyskać taki efekt do artystycznych zdjęć). Dolno-boczne światło, choć czasami używane do efektów specjalnych, kojarzy się raczej z oświetleniem „od dołu” znanym z horrorów – takie ustawienie wywołuje nienaturalne, wręcz niepokojące cienie na twarzy, które deformują rysy i rzadko sprawdzają się w klasycznej fotografii portretowej. Typowym błędem jest przyjmowanie, że każde światło boczne wystarczy – niestety nie; aby uzyskać klasyczną, dobrze wymodelowaną twarz na zdjęciu, najważniejsze jest właśnie ustawienie światła na wysokości twarzy i skierowanie go przednio-bocznie pod kątem około 45° względem osi obiektywu. To daje naturalną modelację i subtelne przejścia światłocieniowe. W sumie, ustawienie światła z innego kierunku niż przednio-boczny zwykle prowadzi do powstawania niechcianych, ostrych cieni lub płaskiego, nieciekawego wyglądu fotografowanej osoby, co w pracy portrecisty jest istotnym problemem. Z mojego punktu widzenia warto eksperymentować z różnymi ustawieniami, ale na początku najlepiej trzymać się sprawdzonych zasad, zwłaszcza tej dotyczącej światła przednio-bocznego.