Odpowiedź jest trafiona, bo to właśnie podczas utrwalania w procesie chemicznej obróbki czarno-białego papieru fotograficznego zachodzi zamiana pozostałych halogenków srebra na związki tiosiarczanosrebrowe, które są rozpuszczalne w wodzie. Dzięki temu obraz na papierze staje się trwały i odporny na dalsze działanie światła. Bez odpowiedniego utrwalenia nawet dobrze wywołana odbitka z czasem by ściemniała, bo niewywołane halogenki srebra reagowałyby dalej z energią świetlną. W utrwalaczu, którym najczęściej jest roztwór tiosiarczanu sodu, zachodzą reakcje chemiczne prowadzące do całkowitego usunięcia tych związków z emulsji. Moim zdaniem to praktyczny etap, który pokazuje, jak ważna jest wiedza chemiczna przy pracy w ciemni. Współcześnie utrwalacze są bardzo wydajne, ale i tak warto stosować się do zaleceń producenta papieru i chemii – zbyt krótki lub za długi czas utrwalania może wpłynąć na jakość odbitki. Praktykując fotografię analogową, zawsze dbam o dokładność przy utrwalaniu, bo od tego często zależy żywotność zdjęcia. Standardy branżowe, nawet w nowoczesnych laboratoriach, zawsze podkreślają kluczową rolę tego etapu. W sumie, bez porządnego utrwalania nie ma co liczyć na trwały efekt końcowy.
Wiele osób myli poszczególne etapy procesu obróbki chemicznej papieru fotograficznego, co w sumie jest zrozumiałe, bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że wywoływanie czy płukanie są kluczowe dla utrwalenia obrazu. Jednak w praktyce każdy etap ma swoje ściśle określone zadanie. Podczas wywoływania dochodzi do redukcji naświetlonych halogenków srebra do metalicznego srebra, co pozwala zobaczyć obraz na papierze, ale niewywołane halogenki dalej tam są i są wrażliwe na światło – to trochę jakby zrobić zdjęcie i nie zapisać go na stałe. Przerywanie, często realizowane przez kąpiel w słabym kwasie, zatrzymuje działanie wywoływacza, zapewniając równomierność obrazu, ale nie usuwa halogenków srebra. Płukanie natomiast ma na celu wypłukanie resztek chemikaliów z emulsji, ale nie zmienia struktury samych związków srebra. Dopiero utrwalanie, wykonywane za pomocą tiosiarczanu sodu lub innego utrwalacza, prowadzi do powstania związków tiosiarczanosrebrowych, które są rozpuszczalne w wodzie i łatwo usuwane podczas końcowego płukania. Typowym błędem jest myślenie, że wywoływanie to już końcowy etap – niestety, brak utrwalania powoduje, że zdjęcia po pewnym czasie ściemnieją albo żółkną, bo światło nadal działa na niewywołane halogenki srebra. Z mojego doświadczenia wynika, że nawet drobne pominięcie lub skrócenie tej fazy kończy się problemami z trwałością obrazu, więc dobrze pamiętać, że to właśnie utrwalanie jest gwarancją długowieczności fotografii – i tak zalecają wszelkie instrukcje do papierów fotograficznych oraz podręczniki branżowe. Bez tej wiedzy nie da się poprawnie zrozumieć całego procesu ciemniowego.