W matrycach światłoczułych z filtrem Bayera kluczowe jest właśnie to, że mikrofiltrów zielonych jest dwa razy więcej niż czerwonych i niebieskich. Typowy układ Bayera to powtarzający się blok 2×2 piksele: G – R w pierwszym rzędzie oraz B – G w drugim. Czyli w każdym takim kwadracie są dwa zielone, jeden czerwony i jeden niebieski filtr. Ten nadmiar zielonego nie jest przypadkowy. Ludzkie oko jest najbardziej czułe na luminancję, a ta w dużym uproszczeniu najmocniej „opiera się” na kanale zielonym. Dlatego, żeby uzyskać lepszą szczegółowość obrazu, więcej informacji o jasności i mniejsze szumy, producenci stosują właśnie taki rozkład filtrów. W praktyce oznacza to, że podczas demosaikowania (interpolacji kolorów z matrycy Bayera) algorytmy mają więcej danych z kanału zielonego, co poprawia ostrość konturów i odwzorowanie detali, szczególnie w fotografii krajobrazowej, architekturze czy produktowej. Moim zdaniem warto to kojarzyć też z tym, że wiele aparatów w podglądzie ostrości i w systemach autofocusu mocno „polega” właśnie na informacji luminancyjnej, czyli w uproszczeniu na tym, co w dużej mierze daje kanał zielony. To też jest powód, dla którego na wysokich czułościach ISO szum w kanale zielonym zwykle wygląda trochę łagodniej niż w czerwonym i niebieskim. W dobrych praktykach branżowych przy analizie RAW-ów i profilowaniu aparatów zawsze zakłada się klasyczny wzór Bayera RGGB z przewagą zielonego, chyba że mamy do czynienia z innym typem matrycy, np. X-Trans czy Foveon, które są specjalnie oznaczane jako odstępstwo od standardu.
Filtr Bayera to standardowy sposób rozmieszczenia mikrofiltrów barwnych na większości klasycznych matryc światłoczułych w aparatach cyfrowych. Jego konstrukcja nie jest przypadkowa ani „po równo” podzielona między wszystkie kolory. Częsty błąd polega na intuicyjnym myśleniu, że skoro mamy trzy podstawowe barwy RGB, to filtrów czerwonych, zielonych i niebieskich powinno być tyle samo. Brzmi to logicznie, ale kompletnie nie uwzględnia fizjologii ludzkiego wzroku i sposobu, w jaki zapisujemy informację o jasności (luminancji). W klasycznym wzorze Bayera występuje blok 2×2 piksele, w którym mamy dwa zielone mikrofiltry oraz po jednym czerwonym i niebieskim. Nie ma więc ani sytuacji, w której wszystkie mikrofiltry występują w takiej samej ilości, ani takiej, w której to czerwony czy niebieski dominuje liczebnie. Ludzkie oko ma największą czułość właśnie w obszarze odpowiadającym mniej więcej kanałowi zielonemu, dlatego nadmiar zielonych filtrów poprawia rozdzielczość luminancji, ostrość i ogólną „czytelność” detali. Kolejna typowa pomyłka to założenie, że skoro w fotografii często mówi się o „ciepłych” barwach, to może czerwony jest bardziej faworyzowany w konstrukcji matryc. W rzeczywistości kanał czerwony jest ważny dla odwzorowania skóry czy zachodów słońca, ale nie decyduje tak mocno o postrzeganej ostrości jak zielony. Podobnie z niebieskim: choć wpływa na klimat zdjęcia, głównie w cieniach i w niebie, to jego udział w filtrze Bayera nie jest większy, tylko dokładnie taki sam jak czerwonego. Z mojego doświadczenia wynika, że niezrozumienie tego układu prowadzi później do błędnych wniosków przy analizie szumu, ostrości czy działania demosaikowania w RAW-ach. W praktyce, jeśli pamiętasz, że w standardowym filtrze Bayera zielonego jest dwa razy więcej niż czerwonego i niebieskiego, łatwiej zrozumieć, skąd biorą się różnice w jakości kanałów i dlaczego algorytmy przetwarzania obrazu tak mocno opierają się na informacji z kanału G.