Wybranie przysłony f/2,8 przy ogniskowej 200 mm to klasyczne, podręcznikowe podejście do uzyskania możliwie najmniejszej głębi ostrości i mocno rozmytego tła. Im mniejsza liczba przysłony (czyli większy fizycznie otwór w obiektywie), tym płytsza głębia ostrości i tym bardziej odseparowany od tła będzie model. Przy pełnym planie i długiej ogniskowej 200 mm już sama ogniskowa mocno kompresuje perspektywę i wzmacnia efekt rozmycia, a otwarcie do f/2,8 jeszcze to rozmycie pogłębia. W praktyce oznacza to, że ostre będzie głównie to, co znajduje się w okolicach płaszczyzny ustawionej ostrości, a tło zamieni się w miękką plamę kolorów, często z ładnym bokeh. W fotografii portretowej, modowej czy reklamowej takie ustawienie jest bardzo często stosowane, bo pozwala skupić wzrok widza na sylwetce, pozach i ubraniu, a wszystko z tyłu robi się drugoplanowe. Standardem w branży jest łączenie długiej ogniskowej (85–200 mm) z możliwie jasnym obiektywem (f/1,4–f/2,8), właśnie po to, żeby model „wyskakiwał” z kadru. Trzeba tylko pamiętać, że przy f/2,8 głębia ostrości jest naprawdę mała, więc kluczowe jest precyzyjne ustawienie ostrości, najlepiej na okolice oczu lub mniej więcej środek postaci, w zależności od tego, jak bardzo blisko jesteś. Moim zdaniem to też świetne ćwiczenie na panowanie nad aparatem – uczysz się, jak pracować z małą głębią, jak kontrolować odległość od modela i od tła, oraz jak wykorzystywać tło jako miękki, abstrakcyjny kontekst zamiast dosłownej scenografii.
W tym zadaniu kluczowe jest zrozumienie, jak przysłona wpływa na głębię ostrości i rozmycie tła, szczególnie przy długiej ogniskowej 200 mm. Typowy błąd polega na myśleniu, że skoro robimy pełny plan modela, to trzeba domknąć przysłonę, żeby „na pewno wszystko było ostre”. W portrecie czy fotografii mody bardzo często celem nie jest maksymalna ostrość całej sceny, tylko świadome odcięcie postaci od tła. Przysłony f/8 czy f/16 zwiększają głębię ostrości, czyli więcej elementów w kadrze będzie ostrych. Przy 200 mm i pełnym planie już sama ogniskowa daje pewne rozmycie, ale przy takich wartościach przysłony tło nadal będzie stosunkowo czytelne, a nie miękkie i kremowe, jak zwykle oczekuje się w tego typu ujęciach. To dobre wartości do fotografii krajobrazowej, architektury, grup ludzi czy sytuacji, gdzie chcemy kontrolować każdy detal, a nie do maksymalnego rozmycia tła. Z kolei f/5,6 to taki umiarkowany kompromis – głębia ostrości jest mniejsza niż przy f/8, ale nadal na tyle duża, że tło wciąż będzie w miarę rozpoznawalne, zwłaszcza jeśli odległość między modelem a tłem nie jest duża. Wiele osób wybiera te wartości z przyzwyczajenia lub z obawy przed „nietrafioną ostrością”, jednak w portrecie to raczej zachowawcze ustawienie niż świadome wykorzystanie możliwości optyki. Dobra praktyka przy zdjęciach, gdzie zależy nam na separacji postaci, to używanie możliwie jasnej przysłony, jaką oferuje obiektyw, oczywiście z zachowaniem rozsądku i kontroli nad ostrością. W tym pytaniu chodziło właśnie o maksymalne rozmycie tła, a to automatycznie kieruje nas w stronę jak najmniejszej liczby przysłony, a nie jej domykania. Moim zdaniem warto poeksperymentować w praktyce: zrobić serię zdjęć tą samą ogniskową 200 mm, z tym samym kadrem, zmieniając tylko przysłonę z f/2,8 na f/5,6, f/8 i f/16. Różnica w wyglądzie tła i w odcięciu modela bardzo szybko pokazuje, dlaczego odpowiedź z większym otworem przysłony jest tutaj jedyną sensowną z punktu widzenia standardów portretowych.