Na zdjęciu widać klasyczny efekt małej głębi ostrości: obiekt na pierwszym planie (ptak i fragment ogrodzenia) jest ostry, a tło za nim jest mocno rozmyte. Osiąga się to przede wszystkim przez odpowiedni dobór parametrów ekspozycji, głównie duży otwór przysłony (mała wartość f, np. f/1.8–f/4), właściwą ogniskową obiektywu oraz odległość między fotografowanym obiektem a tłem. W praktyce wygląda to tak, że ustawiasz ostrość dokładnie na pierwszy plan, a wszystko co dalej, wychodzi poza obszar akceptowalnej ostrości i zamienia się w miękkie, jednolite plamy kolorów. To właśnie pozwala „wyciągnąć” główny motyw z kadru i odseparować go od rozpraszającego tła. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych technik w fotografii portretowej, przyrodniczej czy produktowej. Standardem jest, że fotografowie używają obiektywów o jasnej przysłonie (np. 50 mm f/1.8, 85 mm f/1.4, teleobiektywy 200 mm f/2.8) właśnie po to, żeby uzyskać podobny efekt jak na tym zdjęciu. W branży nazywa się to kontrolą głębi ostrości i pracą z bokehem. Dobra praktyka mówi też, żeby pilnować dystansu: im bliżej jesteś pierwszego planu, a im dalej jest tło, tym mocniejsze rozmycie uzyskasz. W fotografii cyfrowej często dodatkowo delikatnie podkreśla się ten efekt w postprodukcji, ale fundamentem jest poprawne ustawienie ostrości w aparacie, a nie sztuczne rozmycie całego obrazu. Ten sposób pracy pozwala kierować wzrok odbiorcy dokładnie tam, gdzie chcesz – na główny motyw. Dzięki temu zdjęcia są czytelniejsze, bardziej „profesjonalne” w odbiorze i po prostu przyjemniejsze dla oka.
Na tym zdjęciu kluczowe jest zrozumienie, jak działa głębia ostrości i na czym polega selektywne ustawienie ostrości w fotografii. Obraz nie został wyostrzony na drugim planie – wręcz przeciwnie, drugi plan jest celowo rozmyty, żeby nie konkurował z głównym motywem. To dość typowe nieporozumienie: wielu początkujących patrzy na tło i myśli, że skoro coś jest mało szczegółowe, to zostało „zepsute” albo specjalnie rozmyte w obszarach kontrastów. Tymczasem technicznie rzecz biorąc aparat ustawił ostrość na pierwszy plan, a reszta znalazła się poza zakresem ostrości wynikającym z parametrów ekspozycji. Nie ma tu też mowy o selektywnym rozmywaniu tylko miejsc o wysokim kontraście. Rozmycie, które widzimy, jest równomierne dla całego tła, zgodne z charakterystyką obiektywu i jego przysłony. To nie jest filtr typu „rozmycie krawędzi” znany z programów graficznych, tylko efekt optyczny. Obszary o wysokim kontraście po prostu bardziej rzucają się w oczy, więc może wydawać się, że są inaczej traktowane, ale fizyka obiektywu działa tu jednakowo na wszystkie elementy leżące poza płaszczyzną ostrości. Nieprawidłowe jest też myślenie, że wyostrzane są wyłącznie przedmioty o nieregularnych kształtach. Autofokus aparatu nie analizuje kształtu w takim sensie, że wybiera „nieregularne” obiekty; korzysta z punktów ostrości, kontrastu i, w nowszych konstrukcjach, z rozpoznawania obiektów (np. twarzy, oczu, sylwetek zwierząt). Na zdjęciu ostrość pada po prostu na obiekt, na który została ustawiona – w tym wypadku ptaka i część ogrodzenia. Gdyby w tym samym miejscu stał prostokątny słupek lub kula, efekt byłby identyczny. Typowy błąd myślowy przy takich zadaniach polega na myleniu pojęć: wyostrzenia z selektywnym rozmyciem tła, działania algorytmów programów graficznych z działaniem obiektywu oraz drugiego planu z pierwszym planem. W fotografii cyfrowej bardzo ważne jest odróżnianie efektów optycznych powstających już w momencie wykonywania zdjęcia od efektów postprodukcji. Tu mamy do czynienia z klasycznym, książkowym przykładem wyodrębnienia pierwszego planu poprzez ustawienie ostrości na głównym obiekcie i uzyskanie rozmytego, miękkiego tła, a nie z modyfikacją kontrastu czy kształtu obiektów w programie graficznym.