Prawidłowo – fotokast to dokładnie taka forma publikacji, w której fotografie cyfrowe łączy się z dźwiękiem, narracją lektora, czasem także krótkimi efektami audio czy muzyką. W praktyce fotokast jest czymś pomiędzy klasycznym pokazem slajdów a krótkim filmem dokumentalnym. Rdzeniem nadal są zdjęcia, a nie wideo, ale odbiór jest multimedialny: widz nie tylko ogląda obrazy, lecz także słucha opowieści, komentarza autora, wypowiedzi bohaterów czy podkładu muzycznego. W branży foto i multimediów przyjmuje się, że dobry fotokast ma przemyślaną ścieżkę dźwiękową, zsynchronizowane przejścia między kadrami oraz spójną narrację – dokładnie jak w montażu wideo, tylko materiałem bazowym są kadry statyczne. Moim zdaniem to jedna z ciekawszych form prezentacji reportażu fotograficznego, np. z wydarzeń, projektów społecznych, fotoreportaży ślubnych czy dokumentu ulicznego. W praktyce do tworzenia fotokastów używa się programów do montażu wideo (Premiere Pro, DaVinci Resolve, nawet prosty Shotcut) albo dedykowanych narzędzi do pokazów multimedialnych. Standardową dobrą praktyką jest zadbanie o odpowiednią jakość dźwięku (czysty lektor, brak przesterów), dopasowanie tempa zmiany zdjęć do rytmu narracji oraz eksport do popularnych formatów wideo (np. MP4/H.264), żeby materiał dało się łatwo udostępniać w internecie. Ważne jest też poszanowanie praw autorskich do muzyki i nagrań – w fotokaście bardzo szybko słychać, jeśli użyta jest przypadkowa, kiepskiej jakości ścieżka. Dobrze zaprojektowany fotokast łączy więc techniczne ogarnięcie dźwięku, świadomy dobór zdjęć i myślenie jak przy klasycznej opowieści filmowej, tylko opartej głównie na fotografiach.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, czym różni się zwykła prezentacja plików graficznych od formy multimedialnej, gdzie obraz współpracuje z dźwiękiem i narracją. Sporo osób automatycznie kojarzy wszystkie cyfrowe publikacje z e-bookami, bo to popularny format. E-book rzeczywiście może zawierać zdjęcia, ale jego podstawą jest tekst, a nie sekwencja fotografii zsynchronizowana z nagraniem audio. Standardowe formaty e-booków, jak EPUB czy MOBI, teoretycznie pozwalają na multimedia, ale w praktyce większość czytników obsługuje głównie statyczne treści. Traktowanie e-booka jako multimedialnej opowieści zdjęciowo-dźwiękowej to raczej myślenie życzeniowe niż realny standard branżowy. Podobny problem jest z e-katalogiem. To najczęściej publikacja o charakterze informacyjno-handlowym: produkty, zdjęcia, opisy, ceny, czasem linki. Może być w PDF, może być w formie strony www, ale jego funkcją jest prezentacja oferty, a nie budowanie narracji audio do sekwencji fotografii. Katalogi bywają interaktywne, mają klikalne elementy, lecz nadal pozostają głównie dokumentem wizualno-tekstowym, bez ciągłej ścieżki dźwiękowej i lektora prowadzącego odbiorcę przez historię. Fotoksiążka z kolei to po prostu album fotograficzny – cyfrowo projektowany, ale finalnie najczęściej drukowany. Jest świetna do prezentacji zdjęć z sesji, ślubu, reportażu, jednak kontakt z nią jest całkowicie „analogowy”: przewracanie stron, oglądanie kadrów, czytanie krótkich podpisów. Nie ma tam zintegrowanego dźwięku, narracji audio ani montażu czasowego. Błąd myślowy polega na wrzucaniu do jednego worka wszystkich form publikacji zdjęć cyfrowych tylko dlatego, że są „cyfrowe” lub „nowoczesne”. Tymczasem fotokast jest specyficzną formą multimedialną, gdzie nacisk kładzie się na połączenie obrazu, dźwięku i opowieści w jeden spójny materiał, eksportowany zwykle jako plik wideo. To właśnie ten multimedialny, udźwiękowiony charakter odróżnia go od e-booka, e-katalogu czy fotoksiążki, które pozostają w dużej mierze statycznymi nośnikami treści wizualno-tekstowej.