Prawidłowo – efekt kadrowania w cyfrowej obróbce obrazu dotyczy właśnie kompozycji, czyli tego, jak rozkładamy najważniejsze elementy kadru w przestrzeni zdjęcia. Kadrowanie to nic innego jak przycięcie obrazu (crop), zmiania proporcji, usunięcie zbędnych fragmentów tła i lekkie „przestawienie” akcentów wizualnych. Dzięki temu możemy dopasować ujęcie do klasycznych zasad kompozycji, takich jak złoty podział czy reguła trzecich. W praktyce wygląda to tak: mamy zdjęcie zrobione trochę „na szybko”, główny obiekt jest niemal na środku, w tle sporo bałaganu. W programie typu Photoshop, GIMP czy nawet w edytorze w telefonie wybierasz narzędzie Crop/Kadrowanie, ustawiasz siatkę pomocniczą (najczęściej właśnie reguła trzecich lub złoty podział) i tak przycinasz obraz, żeby najważniejszy element wylądował w jednym z mocnych punktów kadru. To jest dokładnie przykład: kompozycja obrazu zgodna ze złotym podziałem jako efekt kadrowania. Z mojego doświadczenia to jedna z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych metod poprawy jakości wizualnej zdjęcia bez stosowania jakichś magicznych filtrów. W branży graficznej i fotograficznej uważa się, że dobre kadrowanie jest podstawą – zanim zacznie się bawić w zaawansowany retusz, warto ogarnąć kadr. Dlatego w workflow profesjonalistów bardzo często pierwszym krokiem w postprodukcji jest właśnie sprawdzenie kompozycji i ewentualne przycięcie do odpowiednich proporcji (np. 16:9, 4:3, 1:1) i zgodnie z zasadami kompozycji. Warto też pamiętać, że kadrowanie pozwala skupić uwagę widza na tym, co naprawdę ważne, i ograniczyć „szum wizualny”, a to w praktyce przekłada się na czytelność przekazu – czy to w fotografii, czy w grafice reklamowej.
W cyfrowej obróbce obrazu łatwo pomylić różne techniki, bo wszystkie dzieją się „na tym samym zdjęciu”, ale ich cel i efekt są zupełnie inne. Kadrowanie, o którym mowa w pytaniu, odnosi się wyłącznie do przycinania obrazu i zmiany jego kompozycji, a nie do tworzenia nowych elementów czy modyfikowania ostrości. Fotomontaż, czyli łączenie kilku obrazów w jeden, to już zupełnie inna kategoria działań. W fotomontażu pracujemy na wielu warstwach, maskach, często zmieniamy skalę, perspektywę i oświetlenie poszczególnych elementów, żeby wyglądały jakby były sfotografowane razem. To nie jest efekt kadrowania, tylko zaawansowane komponowanie grafiki, często stosowane w reklamie, plakatach, okładkach płyt. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro „coś robię z fragmentami obrazu”, to wszystko podpada pod kadrowanie. Niestety nie – kadrowanie nie dodaje nowych obiektów, tylko wybiera fragment istniejącego. Kolejna myląca kwestia to ostrość przedmiotów pierwszego planu. Ostrość wynika przede wszystkim z parametrów podczas robienia zdjęcia (przysłona, ogniskowa, odległość od obiektu, głębia ostrości). W postprodukcji można ją trochę korygować, ale to wciąż nie ma związku z kadrowaniem. Samo przycięcie zdjęcia nie „wyostrzy” pierwszego planu – może co najwyżej spowodować, że pierwszy plan stanie się większą częścią kadru i bardziej zauważalny, ale to jest efekt kompozycyjny, nie techniczny. Podobnie z rozmyciem gaussowskim. Jest to typowy filtr stosowany do wygładzania, tworzenia miękkiego rozmycia tła, efektu głębi, czasem do przygotowania masek czy efektów specjalnych. Nakładamy go na zaznaczone elementy lub całe warstwy, regulując promień rozmycia. To operacja na pikselach, a nie na kadrze jako takim. Można oczywiście połączyć kadrowanie i rozmycie (np. najpierw przyciąć, potem rozmyć tło), ale jedno nie jest efektem drugiego. Kluczowe jest zrozumienie, że kadrowanie wpływa na kompozycję – czyli rozmieszczenie elementów w prostokącie obrazu, zgodnie z zasadami typu złoty podział czy reguła trzecich. Pozostałe wymienione działania dotyczą albo modyfikacji samej treści (fotomontaż), albo właściwości technicznych obrazu (ostrość, rozmycie), więc nie mogą być uznane za bezpośredni efekt kadrowania.