Efekt „mlecznej”, gładko rozmytej wody na zdjęciu powstaje przede wszystkim dzięki odpowiednio dobranemu czasowi naświetlania. Gdy ustawisz dłuższy czas otwarcia migawki (np. 1/4 s, 1 s, 5 s i więcej), aparat rejestruje ruch wody w czasie, a nie pojedynczą, „zamrożoną” chwilę. Każda kropla przesuwa się po matrycy, zostawiając smugę – stąd miękkie, płynne rozmycie, które w fotografii krajobrazowej jest wręcz klasycznym zabiegiem. Z mojego doświadczenia, przy wodospadach i strumieniach najczęściej używa się zakresu od około 1/8 s do kilku sekund, w zależności od prędkości wody i efektu, jaki chcemy uzyskać. W praktyce, żeby móc zastosować długi czas naświetlania w dzień, trzeba przy okazji domknąć przysłonę (np. f/11, f/16) i często użyć filtra szarego (ND), który redukuje ilość światła wpadającego do obiektywu. Dobrym standardem warsztatowym jest też użycie statywu oraz wyzwalania z opóźnieniem lub pilota, żeby uniknąć poruszenia całego kadru. Ogniskowa, liczba przysłony i rozdzielczość oczywiście wpływają na wygląd zdjęcia, ale to czas ekspozycji bezpośrednio kontroluje sposób odwzorowania ruchu. W branżowych poradnikach i kursach fotografii krajobrazowej rozmyta woda jest zawsze omawiana właśnie w kontekście wydłużania czasu naświetlania i świadomego operowania migawką. Dlatego wybór parametru „czas naświetlania” jest w tym pytaniu dokładnie tym, czego oczekuje się od osoby rozumiejącej podstawy fotografii cyfrowej.
Efekt rozmytej, miękko płynącej wody, jak na typowych zdjęciach wodospadów czy strumieni, jest ściśle związany z kontrolą czasu naświetlania, a nie z pozostałymi parametrami wymienionymi w odpowiedziach. Wiele osób na początku nauki fotografii myli ze sobą wpływ ogniskowej, przysłony czy rozdzielczości, bo wszystkie te pojęcia kojarzą się z jakością obrazu. W praktyce każde z nich odpowiada jednak za coś innego i nie generuje takiego rodzaju rozmycia ruchu. Ogniskowa określa kąt widzenia obiektywu i stopień „przybliżenia” sceny. Dłuższa ogniskowa może sprawić, że wodospad będzie wyglądał na większy, mocniej wypełni kadr i lekko spłaszczy perspektywę, ale sama z siebie nie rozmyje ruchu wody. Można mieć teleobiektyw 200 mm i przy bardzo krótkim czasie migawki idealnie „zamrozić” pojedyncze krople, bez żadnego efektu mlecznego. Rozdzielczość natomiast dotyczy liczby pikseli rejestrowanych przez matrycę lub ustawień pliku wynikowego. Większa rozdzielczość daje więcej detalu i pozwala na większe powiększenia wydruków, jednak nie wpływa na to, czy ruch zostanie zamrożony, czy rozmyty – to nadal zależy wyłącznie od czasu ekspozycji. Częstym błędem jest też przypisywanie efektu rozmycia wody samej liczbie przysłony. Przysłona wpływa na głębię ostrości i ilość światła, więc pośrednio „umożliwia” zastosowanie dłuższego lub krótszego czasu naświetlania, ale nie jest bezpośrednim parametrem kształtującym rozmycie ruchu. Można mieć bardzo otwartą przysłonę, a przy krótkim czasie migawki woda i tak będzie ostra i „zamrożona”. Kluczowe jest zrozumienie zależności w trójkącie ekspozycji: czas, przysłona i ISO współpracują ze sobą, jednak to migawka decyduje o tym, jak aparat rejestruje ruch obiektu. W fotografii krajobrazowej standardem jest traktowanie czasu naświetlania jako głównego narzędzia do kreatywnej pracy z ruchem – zarówno przy wodzie, jak i np. przy świetle samochodów czy rozmyciu chmur na długich ekspozycjach. Dlatego wybór innego parametru niż czas naświetlania wynika zazwyczaj z mylenia pojęć i braku rozdzielenia wpływu poszczególnych ustawień na wygląd finalnego zdjęcia.