Wybrałeś definicję, która dokładnie odpowiada temu, jak w prawie autorskim rozumiemy domenę publiczną. Domena publiczna to taki „stan prawny” utworu, w którym autorskie prawa majątkowe już nie obowiązują. W polskim prawie standardowo dzieje się to po 70 latach od śmierci twórcy (lub ostatniego współtwórcy), licząc od końca roku kalendarzowego. Po tym czasie utwór może być swobodnie kopiowany, publikowany, modyfikowany, wykorzystywany komercyjnie, również w projektach graficznych, na stronach WWW, w materiałach reklamowych czy animacjach. To jest właśnie praktyczny sens domeny publicznej: nie musisz pytać nikogo o zgodę ani płacić licencji, o ile szanujesz inne przepisy, np. dobra osobiste, ochronę wizerunku, znaki towarowe. Moim zdaniem każdy, kto pracuje z multimediami, powinien umieć odróżnić utwory w domenie publicznej od tych objętych licencją, bo to bardzo ułatwia legalną pracę. Przykład praktyczny: możesz legalnie pobrać z zasobów Biblioteki Narodowej skan starej grafiki sprzed 150 lat, przerobić ją w Photoshopie, zmienić kolory, dodać typografię i wykorzystać w plakacie komercyjnym – bez negocjowania licencji. Podobnie z muzyką klasyczną: zapis nutowy Chopina jest w domenie publicznej, więc możesz zrobić własne nagranie i użyć go w filmie promocyjnym. Warto też pamiętać, że do domeny publicznej należą nie tylko utwory, którym wygasły prawa majątkowe, ale też takie, które nigdy nimi nie były objęte, np. część dokumentów urzędowych, aktów normatywnych, prostych informacji prasowych. Dobrą praktyką jest mimo wszystko podawać autora i źródło, nawet gdy prawo tego już formalnie nie wymaga – to buduje profesjonalny wizerunek i pokazuje szacunek do twórców. W nowoczesnych projektach multimedialnych często łączy się materiały z domeny publicznej z własną twórczością i z zasobami na licencjach typu Creative Commons, co daje bardzo elastyczne i legalne środowisko pracy.
W pytaniu chodziło o bardzo konkretny termin z prawa autorskiego, który w praktyce ma ogromne znaczenie dla grafika, fotografa czy twórcy multimediów. Domena publiczna nie oznacza ani dowolnego „darmowego” korzystania z cudzych treści, ani jakiegoś specjalnego przywileju do cytowania, ani też zbioru utworów zablokowanych na zawsze. To jest określony stan prawny utworu, wynikający głównie z upływu czasu ochrony autorskich praw majątkowych. Częsty błąd polega na myleniu domeny publicznej z tzw. utworami zależnymi, czyli tłumaczeniami, adaptacjami, przeróbkami. Tłumaczenie książki, nowa aranżacja utworu muzycznego czy przeróbka grafiki wektorowej nadal są chronionymi utworami, a do ich wykorzystania potrzebna jest zgoda uprawnionych. Sam fakt, że coś jest „na podstawie oryginału”, wcale nie wrzuca tego automatycznie do domeny publicznej. Wręcz przeciwnie – często tworzy się nowy, odrębny zakres ochrony. Inne nieporozumienie to utożsamianie domeny publicznej z całkowitym zakazem wykorzystania. Zbiór utworów jednego autora, które nigdy nie mogą być wykorzystane publicznie, po prostu nie istnieje jako kategoria w prawie autorskim. Co najwyżej twórca może za życia ograniczać udostępnianie swoich prac, ale po upływie ustawowych terminów ochrony jego utwory wchodzą właśnie do domeny publicznej i mogą być legalnie używane. Równie mylące jest traktowanie prawa cytatu jako domeny publicznej. Prawo cytatu to wąskie, ściśle uregulowane odstępstwo od monopolu autorskiego – możesz użyć fragmentu cudzego utworu w swoim projekcie, ale tylko w określonych celach (np. wyjaśnienie, analiza krytyczna, nauczanie) i przy zachowaniu odpowiednich proporcji oraz obowiązku podania autora i źródła. Utwór objęty prawem cytatu nadal jest chroniony i nie wchodzi do domeny publicznej. Domena publiczna zaczyna się tam, gdzie autorskie prawa majątkowe już nie obowiązują, zazwyczaj 70 lat po śmierci twórcy. Wtedy możesz legalnie kopiować, modyfikować i komercyjnie wykorzystywać taki materiał, co w pracy nad stronami WWW, grafiką czy multimediami jest ogromnym ułatwieniem. Typowy błąd myślowy to założenie: „skoro coś mogę zacytować albo jest dostępne w internecie, to jest w domenie publicznej” – niestety to tak nie działa i w praktyce może prowadzić do naruszeń praw autorskich.