MPEG-4 i MOV to zdecydowanie najtrafniejsze wybory, jeśli chodzi o katalogowanie materiału filmowego planowanego do publikacji w internetowym projekcie multimedialnym. Format MPEG-4 (często z rozszerzeniem .mp4) jest dziś praktycznie standardem w sieci — jest lekki, daje dobry kompromis między jakością a rozmiarem pliku i jest obsługiwany przez praktycznie wszystkie współczesne przeglądarki, smartfony czy serwisy streamingowe. MOV z kolei to format wymyślony przez Apple i bardzo często spotykany przy produkcji filmów w środowiskach opartych na MacOS, np. przy montażu w Final Cut Pro. Co ważne, oba te kontenery obsługują nowoczesne kodeki, jak H.264 czy HEVC, więc pozwalają zachować wysoką jakość obrazu przy niskim zużyciu transferu — a to dla projektów internetowych bardzo istotna sprawa. Moim zdaniem, jeśli coś ma działać wszędzie w sieci i być łatwo osadzane na stronach www, nie ma sensu upierać się przy egzotycznych formatach. W branży robi się właśnie tak: materiał źródłowy kataloguje się w .mp4 lub .mov, bo potem można go wygodnie konwertować, obrabiać czy udostępniać bez zamartwiania się, czy komuś coś się otworzy. Dobrze pamiętać też, że wiele CMS-ów i platform edukacyjnych wręcz zaleca stosowanie tych formatów, żeby uniknąć problemów z kompatybilnością. Myślę, że jak ktoś planuje poważnie pracować z wideo w sieci, to powinien od razu zaprzyjaźnić się z MPEG-4 i MOV – to najbezpieczniejsze i najbardziej elastyczne opcje.
Często zdarza się, że ktoś wybiera formaty plików, kierując się tylko nazwą lub skojarzeniem z danym środowiskiem, a nie faktyczną funkcjonalnością i kompatybilnością. Na przykład FLA i SVG mogą się wydawać związane z multimediami. FLA to jednak źródłowy format Adobe Flash, który od lat nie jest już wspierany przez przeglądarki, a SVG to grafika wektorowa, w ogóle nie przechowuje materiału filmowego. FLV to co prawda swego czasu był popularny format wideo dla Flasha, ale obecnie praktycznie nie używany w nowych projektach, bo Flash został wycofany i nie jest bezpieczny. TIFF natomiast to format graficzny, bardzo dobry do obrazów, ale zupełnie nie nadaje się do przechowywania filmów. Z kolei WEBM bywa czasami brany pod uwagę dla nowoczesnych projektów internetowych, bo oferuje dobrą kompresję i wsparcie w przeglądarkach jak Chrome czy Firefox, ale DOCX to już typowo dokument tekstowy Microsoft Word i nie ma nic wspólnego z plikami wideo. Typowym błędem jest też zakładanie, że każdy format, który można „otworzyć” na komputerze, sprawdzi się w sieci – niestety, rzeczywistość jest taka, że tylko kilka kontenerów nadaje się do szerokiej dystrybucji online. Najważniejsze jest, by materiały filmowe katalogować w formatach uniwersalnych, które nie sprawiają problemów z odtwarzaniem na różnych urządzeniach i platformach. Branża wypracowała już dobre praktyki: do zastosowań internetowych praktycznie zawsze używa się MPEG-4 (.mp4) i ewentualnie MOV, czasem jeszcze WEBM, ale nigdy formatów typowo graficznych ani dokumentów tekstowych. Wybierając niewłaściwy format, można narazić się na masę niepotrzebnych problemów z kompatybilnością, konwersją i jakością prezentacji wideo. Z mojego doświadczenia wynika, że trzymanie się standardów sieciowych to podstawa pracy z materiałem filmowym.