Smar maszynowy „Towot” stosuje się przede wszystkim do smarowania
Smar maszynowy „Towot” kojarzy się głównie ze smarowaniem elementów pracujących wolniej, ciężej i z większym naciskiem powierzchniowym, dlatego pasuje do łożysk ślizgowych pracujących pod wysokim obciążeniem. W takim łożysku nie ma kulek ani wałeczków, tylko czop wału ślizga się po panewce, więc film smarny musi dobrze oddzielać powierzchnie i ograniczać zacieranie. Towot, jako smar plastyczny, dobrze trzyma się miejsca smarowania, nie spływa tak łatwo jak olej i jest praktyczny przy sworzniach, tulejach, panewkach, przegubach czy prostych mechanizmach maszynowych. Moim zdaniem to jeden z takich typowych przykładów smaru warsztatowego, który trzeba znać bardziej z praktyki niż z samej teorii. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze sprawdzić DTR maszyny, klasę konsystencji NLGI, zakres temperatury pracy oraz nie mieszać różnych smarów bez potrzeby. W branży stosuje się też klasyfikacje typu ISO 6743-9 lub DIN 51502, żeby dobrać smar do obciążenia, temperatury, wilgoci i prędkości ruchu. Za dużo smaru też nie jest dobre, bo może powodować grzanie i wypychanie uszczelnień, więc smarowanie robi się z umiarem i czysto.
Towot nie jest smarem uniwersalnym do wszystkiego, choć w praktyce warsztatowej czasem tak się go traktuje. Wysokotemperaturowe łożyska toczne pracujące powyżej 200°C wymagają specjalnych smarów, zwykle na bazie zagęszczaczy kompleksowych, silikonowych, poliuretanowych albo innych odpornych termicznie. Zwykły smar maszynowy w takiej temperaturze może stracić konsystencję, utlenić się, oddzielić olej bazowy albo po prostu przestać tworzyć poprawny film smarny. To szybka droga do przegrzania bieżni, hałasu i uszkodzenia łożyska. Mechanizmy precyzyjne też nie są dobrym miejscem dla towotu, bo wymagają smarów czystych, lekkich, o małym oporze ruchu i często dokładnie dobranej lepkości. Gruby smar plastyczny może tam zwiększyć tarcie, zbierać pył i pogorszyć dokładność pracy. Urządzenia elektroniczne to jeszcze inna sprawa: tam stosuje się środki kontaktowe, pasty termoprzewodzące, lakiery ochronne albo specjalne smary dielektryczne, ale nie klasyczny towot do panewki czy sworznia. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro smar jest gęsty i „mocny”, to nadaje się do wysokiej temperatury, elektroniki albo precyzji. A dobór smaru robi się według warunków pracy: obciążenie, prędkość, temperatura, środowisko, dostępność dosmarowania i zalecenia DTR. Z mojego doświadczenia, właśnie ignorowanie tych parametrów najczęściej kończy się awarią, a nie sam brak smaru.