Wybierając formaty zapisu gotowej publikacji elektronicznej przeznaczonej do internetu, trzeba przede wszystkim kierować się ich uniwersalnością i kompatybilnością z różnymi urządzeniami oraz przeglądarkami. PDF jest od lat standardem, jeśli chodzi o wierne odwzorowanie wyglądu dokumentu, niezależnie od systemu operacyjnego czy programu, którym się go otwiera. EPUB to format specjalnie stworzony do e-booków, idealny na czytniki i aplikacje mobilne, gdzie tekst ma się automatycznie dopasowywać do ekranu. HTML z kolei to podstawa stron internetowych, dzięki czemu publikację można osadzić bezpośrednio w sieci. Moim zdaniem, te trzy formaty – PDF, EPUB, HTML – to taki żelazny zestaw, który pokrywa praktycznie wszystkie scenariusze publikacji cyfrowej. W branży wydawniczej i projektowej właśnie takie rozszerzenia są uznawane za najbardziej profesjonalne. Warto jeszcze pamiętać, że dobrym zwyczajem jest udostępnianie publikacji w kilku formatach jednocześnie, żeby nie ograniczać odbiorców. Z własnej praktyki widzę, że coraz częściej klienci proszą właśnie o PDF na archiwizację, EPUB do czytników i HTML do publikacji online. Także dobrze kojarzyć te formaty i rozumieć ich zastosowanie – to podstawa, jeśli myśli się poważnie o e-publishingu.
W praktyce publikacji elektronicznych bardzo często można spotkać się z błędnym przekonaniem, że wystarczy zapisać projekt w jakimkolwiek popularnym formacie pliku graficznego czy edytowalnego. Niestety, ani pliki PSD (czyli źródłowe projekty Photoshopa), ani AI (format Adobe Illustratora), ani CDR (CorelDRAW) nie nadają się do bezpośredniej dystrybucji w internecie. To są formaty robocze, które wymagają specjalistycznego oprogramowania do otwarcia i nie zapewniają uniwersalności ani możliwości wygodnej konsumpcji treści. Nawet jeśli ktoś zna te programy, w praktyce nikt nie będzie pobierał pliku PSD czy AI tylko po to, żeby przeczytać publikację – to zupełnie nie ten kierunek. Bywa też tak, że sugeruje się zapis wyłącznie w EPUB lub HTML, ale pomija się PDF, który jest wręcz nieodzowny, jeśli publikacja ma wyglądać wszędzie tak samo, np. broszury, raporty czy certyfikaty. Moim zdaniem, typowym błędem jest mylenie formatów przeznaczonych do dalszej edycji z formatami dystrybucji końcowej. Dobrym standardem jest korzystanie z PDF, EPUB i HTML, bo właśnie te formaty są powszechnie wspierane przez przeglądarki, czytniki e-booków, a nawet urządzenia mobilne. To się po prostu sprawdza i nie generuje problemów dla odbiorców. Zastanawiając się nad wyborem formatu, warto zawsze myśleć o użytkowniku końcowym – czy będzie miał jak otworzyć plik i czy prezentacja treści będzie zgodna z zamierzeniami autora. Praktyka pokazuje, że ominięcie PDF, EPUB lub HTML na rzecz plików graficznych czy wektorowych prowadzi do nieporozumień i problemów z dostępnością.