Zjawisko mory to temat, który na pierwszy rzut oka może wydawać się trochę tajemniczy, ale tak naprawdę, w poligrafii pojawia się dość często i potrafi nieźle napsuć krwi każdemu drukarzowi. Tak zwana mora to specyficzny, niezamierzony wzór, który powstaje na wydrukach, jeśli kąty rastrowania dla różnych kolorów są ustawione niepoprawnie – chodzi tutaj głównie o druk wielobarwny, np. w technologii CMYK. Najprościej mówiąc, kiedy siatki rastra nachodzą na siebie pod nieodpowiednimi kątami, wówczas ich regularny układ tworzy widoczne fale, paski albo coś w rodzaju „pajęczej sieci”. To wygląda bardzo nieestetycznie i właściwie od razu zdradza brak profesjonalizmu czy nieuwagę przy przygotowaniu materiałów do druku. Moim zdaniem, każdy, kto chociaż raz widział efekt mory, już zawsze będzie go rozpoznawał – tak specyficzny to efekt. W praktyce, żeby tego uniknąć, stosuje się ściśle określone kąty rastrowania dla poszczególnych kolorów. Na przykład, wg standardów branżowych, cyjan ustawia się na 15°, magentę na 75°, żółty na 0°, a czarny na 45° – i to faktycznie działa. Takie podejście minimalizuje ryzyko powstawania mory. Dobrą praktyką jest też regularne sprawdzanie podglądu separacji przed drukiem. Mora nie ma nic wspólnego ze smużeniem czy rozmazaniem, bo te efekty mają zupełnie inne przyczyny, raczej mechaniczne lub związane z jakością farby. Warto więc zawsze pamiętać o kątach rastrowania, bo to jeden z tych szczegółów, które decydują o jakości finalnego wydruku.
Wielu początkujących w branży poligraficznej łatwo myli różne defekty druku, zwłaszcza gdy chodzi o efekty widoczne gołym okiem, takie jak smużenie, zamazanie czy rozmazanie. Trzeba jednak rozróżnić ich pochodzenie. Smużenie na wydruku najczęściej wynika z problemów technicznych urządzenia drukującego – zużyta listwa raklowa, zanieczyszczone wałki czy nieodpowiednia lepkość farby. Tego typu defekt objawia się nieregularnymi pasami, często przebiegającymi w kierunku przesuwu papieru, ale nie ma związku z układem rastrowania kolorów. Z kolei zamazanie czy rozmazanie to raczej skutki złego wysychania farby, nadmiaru środka zwilżającego lub przesunięć papieru podczas druku – wtedy kolory „rozlewają się” albo stają się mniej ostre, ale nie tworzą regularnych wzorów geometrycznych. Kluczową sprawą przy zjawisku mory jest to, że powstaje ono wyłącznie wskutek nieprawidłowego nachodzenia na siebie rastrów w różnych kolorach – tutaj wchodzą w grę kąty rastrowania, o których mówi się na każdej poważniejszej lekcji o przygotowaniu do druku. Mora objawia się wzorami przypominającymi fale, siatki lub czasami wręcz strukturę tkaniny – i to jest jej znak rozpoznawczy. Częstym błędem jest utożsamianie mory z efektem wizualnym wynikającym z brudu czy złej jakości farby, ale to zupełnie inne mechanizmy. Warto zapamiętać, że żadne smużenie, zamazanie czy rozmazanie nie pojawi się na wydruku tylko dlatego, że kąty rastrowania są ustawione nieprawidłowo. Moim zdaniem, świadomość tych różnic pozwala lepiej diagnozować problemy w druku i unikać niepotrzebnych poprawek. Standardy branżowe jasno określają, jak ważne jest prawidłowe ustawienie rastrów; ignorowanie tego tematu często prowadzi do powstawania mory, a nie do typowych defektów związanych z fizycznym stanem maszyny czy materiałów.