Offsetowa technologia druku to zdecydowanie złoty standard przy wielonakładowych publikacjach, zwłaszcza gdy mówimy o 192 stronach i nakładzie rzędu 100 000 egzemplarzy. Takie parametry wymagają precyzji, powtarzalności oraz wydajności – a to właśnie jest domena druku offsetowego. W praktyce przygotowanie plików do druku offsetowego oznacza m.in. stosowanie spadów (najczęściej 3 mm), odpowiedniej rozdzielczości obrazów (minimum 300 dpi), konwersji kolorów do przestrzeni CMYK, prawidłowego przygotowania fontów (najlepiej zamienionych na krzywe) czy zachowania marginesów bezpieczeństwa. Bardzo ważne jest też poprawne przygotowanie plików PDF zgodnych ze standardami drukarskimi, często ISO PDF/X-1a lub PDF/X-4. Offset pozwala na szybkie drukowanie bardzo dużych partii przy jednoczesnym zachowaniu bardzo wysokiej jakości – to zresztą powód, dla którego gazety, czasopisma czy katalogi praktycznie zawsze drukuje się właśnie w ten sposób. Moim zdaniem, jeśli ktoś rozważa inny sposób dla takiej objętości i nakładu – to raczej niepotrzebnie sobie komplikuje życie. Zresztą, w realiach branży poligraficznej, offsetowa matryca i możliwość druku arkuszowego lub zwojowego to wręcz podstawa działania przy dużych publikacjach. To się po prostu opłaca i jest sprawdzone przez lata.
W przypadku tak dużych nakładów i objętości jak 192 strony, wybór technologii druku jest kluczowy dla jakości, ekonomii i efektywności całego procesu. Sitodruk, choć bardzo popularny np. przy nadrukach na tekstyliach czy prostych plakatach, zupełnie nie nadaje się do publikacji wielostronicowych w wysokim nakładzie. Nawet gdyby ktoś bardzo chciał, koszty przygotowania każdej matrycy i problem z rejestracją kolorów na cienkim papierze sprawiają, że to rozwiązanie kompletnie odpada – praktycznie nikt nie używa sitodruku do książek czy magazynów. Tampondruk to już w ogóle inna bajka – stosuje się go raczej do znakowania przedmiotów o nieregularnych kształtach, np. długopisów, gadżetów reklamowych czy elektroniki. Tampondruk jest zupełnie nieprzydatny przy produkcji masowych publikacji, bo nie zapewnia odpowiedniej szybkości ani jakości, o kosztach nie wspominając. Fleksografia natomiast kojarzy się głównie z drukiem opakowań, etykiet czy folii, gdzie wymagana jest elastyczność form drukujących i możliwość druku na nietypowych materiałach. Teoretycznie można nią drukować na papierze, ale przy publikacjach wielostronicowych, szczególnie w jakości oczekiwanej przez rynek wydawniczy, fleksografia nie daje takiej precyzji i powtarzalności kolorystycznej jak offset. Z mojego doświadczenia wielu myli fleksografię z offsetem, bo obie technologie są szeroko stosowane przemysłowo, ale zastosowania są inne. Największym błędem myślowym, jaki tu często się pojawia, jest założenie, że każda technika druku przemysłowego nadaje się do każdej publikacji. Jednak w praktyce tylko offset zapewnia idealny balans między kosztem, szybkością druku, a jakością i możliwością obróbki – szczególnie przy dużych nakładach i liczbie stron. To taka trochę podstawowa wiedza, która przydaje się każdemu, kto myśli o pracy w poligrafii profesjonalnie.