Opcja Fast Boot w BIOS/UEFI jest właśnie po to, żeby skrócić czas startu komputera. Gdy ustawisz ją na Enabled, firmware pomija lub mocno ogranicza część standardowych procedur inicjalizacji sprzętu wykonywanych w trakcie POST (Power-On Self Test). Typowo są to np. szczegółowe testy pamięci RAM, długie wykrywanie urządzeń na wszystkich portach SATA/USB, czas oczekiwania na wciśnięcie klawisza do wejścia w BIOS itp. Z punktu widzenia użytkownika wygląda to tak, że po włączeniu zasilania komputer prawie od razu przekazuje kontrolę do bootloadera systemu operacyjnego, zamiast „wisieć” na ekranie startowym płyty głównej. Moim zdaniem na współczesnych, sprawnych zestawach to jest bardzo sensowna opcja – szczególnie gdy komputer jest często restartowany, np. w pracowni szkolnej czy w serwisie. Warto jednak pamiętać o pewnym kompromisie: szybszy rozruch oznacza mniej diagnostyki na starcie. Dlatego w sytuacjach, gdy podejrzewasz problemy sprzętowe (np. niestabilny RAM, nowe urządzenia, kłopoty z wykrywaniem dysków), lepiej czasowo wyłączyć Fast Boot, żeby BIOS wykonał pełniejsze testy i wykrywanie. W środowiskach profesjonalnych przyjmuje się praktykę: stacje robocze i komputery użytkowników – Fast Boot zwykle włączony; serwery, sprzęt do testów i diagnostyki – Fast Boot raczej wyłączony, żeby mieć pełny obraz inicjalizacji sprzętu. W konfiguracjach z multibootem lub częstym uruchamianiem z pendrive’ów również czasem wygodniej jest mieć Fast Boot wyłączony, bo niektóre płyty główne w trybie przyspieszonego startu ograniczają skanowanie portów USB lub skracają czas na wybór urządzenia startowego.
Warto tu uporządkować kilka pojęć, bo odpowiedzi mylą kilka zupełnie różnych mechanizmów. Opcja Fast Boot w BIOS/UEFI nie decyduje o tym, z jakiego nośnika system się uruchomi ani jaki dokładnie typ dysku zostanie użyty. Za wybór urządzenia startowego odpowiadają ustawienia w sekcji Boot Option Priorities, ewentualnie jednorazowe menu bootowania wywoływane klawiszem typu F8/F12. Fast Boot jedynie skraca fazę inicjalizacji sprzętu, czyli to, co dzieje się jeszcze zanim system operacyjny w ogóle zacznie się ładować. Typowym błędem jest mylenie „szybkiego startu” BIOS/UEFI z „szybkim dyskiem” albo z „bootowaniem z USB 3.0”. To, że komputer startuje szybciej, nie oznacza, że nagle zacznie uruchamiać się z pendrive’a czy z konkretnego SSD. Jeśli priorytet startu nadal ma dysk twardy z systemem, to po włączeniu Fast Boot po prostu szybciej dojdziesz do ekranu logowania, ale kolejność urządzeń się nie zmieni. Kolejna kwestia to USB 3.0. Obsługa portów i nośników USB 3.0 zależy od kontrolera na płycie głównej i sterowników w systemie operacyjnym, a nie od samej opcji Fast Boot. W niektórych implementacjach wręcz bywa odwrotnie: w trybie szybkiego startu firmware ogranicza pełną inicjalizację kontrolerów USB, co może utrudnić bootowanie z niektórych pendrive’ów, dopóki system nie załaduje własnych sterowników. Pojawia się też wątek aktualizacji BIOS. To jest całkowicie odrębna procedura: wymaga uruchomienia specjalnego narzędzia (wbudowanego w UEFI lub działającego z poziomu systemu/pendrive’a) i wskazania pliku z nowym firmware. Przestawienie jednej opcji typu Enabled/Disabled nigdy samo z siebie nie wywołuje flashowania BIOS – byłoby to zbyt ryzykowne i sprzeczne z dobrymi praktykami producentów płyt głównych. Podsumowując, Fast Boot to funkcja optymalizująca czas trwania POST i inicjalizacji sprzętu, a nie przełącznik źródła bootowania, protokołu USB czy aktualizacji firmware. Dobra praktyka to świadomie oddzielać konfigurację kolejności startu od opcji przyspieszających ten proces, żeby uniknąć właśnie takich nieporozumień.