Polecenie tar -zcvf jest bardzo praktyczne, bo pozwala w jednym kroku stworzyć archiwum tar i jednocześnie je skompresować za pomocą gzipa. Składnia -zcvf oznacza kolejno: -z (gzip), -c (create, czyli utwórz nowe archiwum), -v (verbose, wypisz co robisz), -f (file – czyli określasz plik wynikowy). Tak to się robi w większości dystrybucji Linuksa już od dobrych paru lat, bo to szybkie i wygodne. Często w realnych zastosowaniach, jak kopiowanie backupów lub wysyłanie archiwów przez sieć, to polecenie jest podstawą automatyzacji w skryptach. Ja na przykład do backupów katalogu /etc używam dokładnie tej składni: tar -zcvf backup_etc.tar.gz /etc – to proste, nie trzeba kilku kroków. Warto pamiętać, że .tar.gz to jeden z najpopularniejszych standardów kompresji na świecie, zwłaszcza w środowisku open source. Są inne metody (np. tar z bzip2 czy xz), ale gzip jest najszybszy i dobrze wspierany. Moim zdaniem każdy administrator Linuksa powinien mieć to polecenie w małym palcu, bo potem już intuicyjnie ogarnia inne warianty – na tym bazują nawet narzędzia graficzne typu Ark czy File Roller. Dobrą praktyką jest zawsze używać opcji -v, bo wtedy widać, co faktycznie trafia do archiwum – zwłaszcza przy większych katalogach to bardzo pomaga kontrolować cały proces. Warto też wiedzieć, że układ opcji zwykle nie ma znaczenia, byleby -f było ostatnie, tu jest taki drobiazg zgodności z klasycznym tar. Jak dla mnie to solidny fundament pracy z archiwami w Linuksie.
Wielu użytkowników tar myśli, że każda kombinacja opcji pozwoli osiągnąć upragniony efekt, czyli utworzenie skompresowanego archiwum. Jednak różnice są znaczące. Wariant z -jxvf wykorzystuje kompresję bzip2 (opcja -j), która jest nieco wydajniejsza kompresyjnie od gzipa, ale działa wolniej. W praktyce jednak, gdy oczekuje się domyślnej, szybkiej kompresji i szerokiej kompatybilności, branża poleca raczej gzip (-z), bo pliki .tar.gz są rozpoznawane w każdej dystrybucji Linuksa, a nawet na systemach Windows przez narzędzia takie jak 7-Zip. Bzip2 jest dobry przy archiwizacji większych danych, gdzie liczy się nieco lepszy stopień kompresji, ale na co dzień -z jest pewniejszy. Jeśli ktoś wybrał -tvf, to warto wiedzieć, że ta opcja wcale nie tworzy archiwum, tylko je przegląda (listuje zawartość). To często używany skrót do szybkiego podejrzenia, co siedzi w archiwum, ale nie do kompresowania. Z kolei -xvf wykorzystuje się do rozpakowywania archiwum – to bardzo częsty błąd początkujących: próbują użyć tej opcji do tworzenia archiwum, a dostają komunikat o błędzie lub efekt odwrotny do zamierzonego. Faktycznie, tar jest trochę specyficzny, bo te flagi są krótkie i łatwo je pomylić. W mojej opinii najwięcej problemów bierze się stąd, że ludzie zapamiętują tylko sekwencję liter, a nie faktyczne znaczenie opcji. Zawsze warto sięgać do man tar, żeby upewnić się, która opcja co robi. W środowisku zawodowym, niepoprawny wybór opcji może skutkować błędną automatyzacją backupów czy nawet utratą danych, więc dobrze kształtować nawyk świadomego korzystania z tych poleceń. Tar to potężne narzędzie, ale trzeba wiedzieć dokładnie, co się robi, bo potem konsekwencje mogą być bolesne.