Głowica drukująca z wieloma dyszami to absolutny fundament działania drukarki atramentowej. W praktyce każda nowoczesna drukarka tego typu posiada głowicę wyposażoną w dziesiątki, czasem setki mikroskopijnych otworków – to przez nie precyzyjnie dozowany jest tusz bezpośrednio na papier. Cały proces pozwala na uzyskanie bardzo wysokiej rozdzielczości wydruków, co jest szczególnie cenione w zastosowaniach domowych i biurowych, a także w grafice czy fotografii. Moim zdaniem właśnie możliwość takiej kontroli nad dozowaniem atramentu sprawia, że drukarki atramentowe są nadal popularne mimo postępu w technologii laserowej. Branżowe standardy, takie jak normy ISO/IEC 24711 (pomiar wydajności wkładów atramentowych), uwzględniają te cechy technologii. Warto też wiedzieć, że konstrukcja głowic ma znaczenie dla kosztów eksploatacji – w niektórych modelach jest ona na stałe zintegrowana z urządzeniem, w innych wymieniana razem z wkładem. To bardzo praktyczny aspekt, bo od tego zależy długowieczność i jakość wydruków. Osobiście często spotykałem się z opinią, że drukarki atramentowe są najlepsze do druku kolorowych zdjęć właśnie dzięki tej technologii dysz. Dla mnie to taki złoty środek między jakością a ceną. Zdecydowanie, jeśli chodzi o wykorzystanie głowicy z wieloma dyszami, drukarka atramentowa nie ma sobie równych.
Wiele osób myli technologie druku, bo z pozoru mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, a jednak ich zasada działania jest zupełnie inna. Drukarki termosublimacyjne, choć oferują bardzo wysoką jakość wydruków fotograficznych, wykorzystują w rzeczywistości specjalne folie barwiące, a proces polega na podgrzewaniu barwnika do momentu jego sublimacji i osadzania go na papierze. Tu nie ma żadnych dysz – zamiast tego stosuje się precyzyjnie sterowane grzałki. Z kolei drukarki laserowe w ogóle nie pracują ani na tuszu, ani na dyszach. Zamiast tego używają wiązki lasera do naświetlania bębna światłoczułego, a następnie toner (sproszkowany barwnik) przenoszony jest na papier dzięki elektrofotografii i utrwalany przez grzałki – zero dysz, wszystko odbywa się na poziomie elektrostatyki i ciepła. Jeżeli chodzi o drukarki igłowe, to jest tu jeszcze inaczej: głowica posiada igły, które mechanicznie uderzają w taśmę barwiącą, a ta odbija się od papieru, tworząc znak. Tę technologię kojarzę głównie z wydrukami faktur czy paragonów, gdzie nie liczy się jakość, a trwałość i możliwość druku na papierze samokopiującym. W żadnej z tych technologii nie znajdziemy jednak głowicy z dziesiątkami czy setkami mikrodysz – to jest charakterystyczne wyłącznie dla druku atramentowego. Moim zdaniem częsty błąd polega na zakładaniu, że każda drukarka z 'głowicą' ma też dysze, a przecież 'głowica' w drukarce igłowej czy termosublimacyjnej to zupełnie inne urządzenie, realizujące inną funkcję. Dlatego obecność wielu dysz zintegrowanych z mechanizmem urządzenia jest typowa tylko dla technologii atramentowej, gdzie bezpośrednio kształtuje jakość, ostrość i kolorystykę wydruku. Warto o tym pamiętać wybierając odpowiednią drukarkę do potrzeb – każda technologia ma swoje miejsce, ale głowica z dyszami to domena atramentu.