Natychmiast po przypadkowym usunięciu ważnych plików na dysku twardym użytkownik powinien
A. uchronić dysk przed zapisem nowych danych.
B. wykonać defragmentację dysku.
C. przeprowadzić test S. M. A. R. T. tego dysku.
D. zainstalować program diagnostyczny.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz E.12-SG-20.06).
Najważniejsza zasada przy przypadkowym usunięciu plików brzmi: od razu ograniczyć zapis na tym dysku. Po skasowaniu pliku system plików zwykle nie niszczy natychmiast całej jego zawartości. Najczęściej usuwa tylko wpis z katalogu albo oznacza zajmowane klastry/sektory jako wolne. Dane fizycznie mogą dalej leżeć na nośniku, dopóki nie zostaną nadpisane przez nowe pliki, aktualizacje systemu, plik wymiany, logi programu czy nawet miniatury tworzone przez eksplorator. Dlatego z mojego doświadczenia najlepiej natychmiast przestać korzystać z tego komputera, nie instalować narzędzi odzyskiwania na tym samym dysku i, jeśli to możliwe, podłączyć nośnik jako drugi dysk do innego komputera albo wykonać obraz sektorowy. To jest zgodne z dobrą praktyką odzyskiwania danych: najpierw zabezpiecz nośnik, potem pracuj na kopii. Defragmentacja, instalacja programów czy intensywna diagnostyka mogą pogorszyć sprawę, bo generują dodatkowe operacje zapisu lub odczytu. Przy SSD dochodzi jeszcze TRIM, który może bardzo szybko utrudnić odzysk, więc tym bardziej liczy się szybka reakcja.
W takiej sytuacji łatwo pomylić diagnostykę dysku z procedurą odzyskiwania danych. Test S. M. A. R. T. bywa przydatny, gdy podejrzewamy awarię nośnika, uszkodzone sektory, wzrost liczby realokacji albo problemy mechaniczne dysku HDD. Nie jest jednak pierwszym krokiem po zwykłym przypadkowym skasowaniu plików. Taki test nie przywraca danych i nie chroni ich przed nadpisaniem. Może co najwyżej powiedzieć, czy dysk wygląda na zdrowy, ale w tym czasie system nadal może zapisywać logi, aktualizacje, pliki tymczasowe i cache. Instalowanie programu diagnostycznego lub narzędzia do odzyskiwania na tym samym dysku to bardzo typowy błąd. Człowiek chce szybko naprawić problem, więc pobiera aplikację, a instalator zapisuje nowe pliki dokładnie tam, gdzie mogły znajdować się usunięte dane. Moim zdaniem to jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić w panice. Defragmentacja jest jeszcze bardziej ryzykowna, bo celowo przenosi fragmenty plików po dysku, intensywnie nadpisuje obszary uznane przez system za wolne i może praktycznie zniszczyć szansę na odzyskanie skasowanych danych. Dobra praktyka jest odwrotna: zatrzymać pracę na nośniku, nie uruchamiać zbędnych programów, najlepiej wykonać kopię posektorową i dopiero z niej prowadzić odzysk. W środowisku serwisowym chroni się oryginalny nośnik, bo każdy dodatkowy zapis zmniejsza szanse powodzenia.