Strategia kopii zapasowych przedstawiona na diagramie to tzw. wieża Hanoi (ang. Tower of Hanoi backup). Moim zdaniem jest to jeden z ciekawszych patentów na regularne robienie backupów i jednocześnie optymalizowanie zużycia nośników. Polega na tym, że dane są zapisywane na kilku nośnikach według schematu, który nawiązuje do matematycznej łamigłówki – wieży Hanoi. Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że kopie na poszczególnych nośnikach są tworzone z różną częstotliwością i rotują według ściśle określonego wzoru. Przykładowo, nośnik A jest używany co drugi dzień, B co czwarty, C co ósmy itd. Dzięki temu w każdym momencie mamy szeroką perspektywę punktów przywracania – od najnowszych po te nawet sprzed kilku tygodni. To rozwiązanie pozwala nie tylko zaoszczędzić na liczbie nośników, ale też znacząco zwiększa bezpieczeństwo w przypadku np. wykrycia późnej infekcji ransomware. Branżowe standardy (np. rekomendacje CERT, NIST) podkreślają, że rotacja backupów i ich retencja w czasie to klucz do skutecznego odzyskiwania danych. Wieża Hanoi jest wykorzystywana wszędzie tam, gdzie balansuje się pomiędzy kosztami, a odpornością na utratę danych – np. w małych i średnich firmach, czy nawet w domowych serwerowniach. Dla mnie to taka „sprytna automatyka”, która robi robotę, a nie wymaga codziennej uwagi. Warto znać ten schemat, bo daje przewagę nad prostymi cyklami jak round-robin.
Schemat przedstawiony na diagramie może na pierwszy rzut oka kojarzyć się z innymi popularnymi strategiami backupowania, jednak każda z błędnych nazw ma zupełnie inną filozofię rotacji nośników. Round-robin to najprostszy cykl, gdzie kopie zapasowe wykonuje się po kolei na wszystkich nośnikach i gdy dojdzie się do końca listy, zaczyna się od początku – nie daje to jednak dobrej ochrony w dłuższej perspektywie, bo bardzo szybko „nadpisuje się” wszystkie starsze kopie; niestety brakuje tu tej charakterystycznej hierarchii czy opóźnienia w rotacji, które daje wieża Hanoi. Uproszczony GFS (czyli Grandfather-Father-Son) polega na cyklicznym tworzeniu kopii codziennych, tygodniowych i miesięcznych, ale ich liczba i odstępy są stałe, przez co nie wprowadza się tutaj tego nieregularnego, wykładniczego wydłużania odstępów – a to cecha kluczowa dla omawianej strategii. Schemat dziadek-ojciec-syn to w zasadzie forma GFS, gdzie są trzy poziomy rotacji kopii, ale – z mojego doświadczenia – nawet w uproszczonych wersjach nie da się uzyskać takiego efektu „rozciągnięcia w czasie” dla pojedynczych nośników jak przy wieży Hanoi. Częstym błędem jest utożsamianie każdej rotacji backupów z round-robinem albo wrzucanie wszystkiego do worka „GFS”, jednak każda metoda ma konkretne cechy techniczne i inne cele biznesowe. Wieża Hanoi jest wyjątkowa, bo pozwala osiągnąć długą retencję przy minimalnej liczbie nośników, co jest nieosiągalne dla prostych rotacji czy standardowego dziadek-ojciec-syn. Kluczowe jest tu zrozumienie, jak rozkładają się punkty przywracania w czasie i że nie wszystkie strategie mają ten sam poziom ochrony danych przy awariach lub długotrwałych problemach – stąd dobra znajomość wieży Hanoi to spore wsparcie dla każdego, kto projektuje systemy backupu.