Na ilustracji widać klasyczną lutownicę elektryczną w kształcie pistoletu, więc odpowiedź „lutowania” jest jak najbardziej trafiona. Charakterystyczny grot na końcu metalowej tulei, izolowana rękojeść z przyciskiem oraz przewód zasilający 230 V to typowe elementy ręcznej lutownicy używanej w serwisie elektronicznym i przy montażu płytek drukowanych. Takie narzędzie służy do łączenia elementów za pomocą spoiwa lutowniczego, najczęściej cyny z dodatkiem ołowiu lub stopów bezołowiowych zgodnych z normą RoHS. Podczas pracy grot nagrzewa się do temperatury rzędu 250–400°C, topi cynę i umożliwia wykonanie trwałego, przewodzącego połączenia między wyprowadzeniami elementu a polem lutowniczym na PCB. W praktyce technika lutowania ma ogromne znaczenie w serwisie sprzętu komputerowego: wymiana gniazd USB, naprawa przerwanych ścieżek, wlutowanie kondensatorów na płycie głównej czy naprawa przewodów w zasilaczach. Moim zdaniem każdy technik IT powinien umieć poprawnie posługiwać się lutownicą – dobra praktyka to stosowanie odpowiedniej mocy i temperatury do rodzaju elementu, używanie kalafonii lub topnika oraz regularne czyszczenie grota na gąbce lub drucianej czyścince. Warto też pamiętać o bezpieczeństwie: ochrona oczu, dobra wentylacja stanowiska i odkładanie rozgrzanej lutownicy wyłącznie na przeznaczoną do tego podstawkę. W serwisach zgodnych z profesjonalnymi standardami ESD lutuje się na stanowiskach uziemionych, z opaską antystatyczną na nadgarstku, żeby nie uszkodzić wrażliwych układów scalonych.
Na zdjęciu przedstawiono typową lutownicę elektryczną, więc kojarzenie jej z innymi funkcjami niż lutowanie wynika zwykle z mylenia kształtu obudowy z przeznaczeniem narzędzia. Niektórzy widząc „pistoletowy” uchwyt zakładają, że jest to jakieś specjalistyczne urządzenie diagnostyczne do płyt głównych albo przyrząd pomiarowy. W rzeczywistości do pomiaru rezystancji używa się multimetrów cyfrowych lub analogowych, które mają wejścia pomiarowe, sondy i skalę z odpowiednimi zakresami omowymi. Multimetr działa w niskich napięciach pomiarowych, a jego celem jest możliwie dokładny odczyt wartości, a nie nagrzewanie czegokolwiek. Lutownica natomiast zamienia energię elektryczną na ciepło w grocie, nie ma żadnego toru pomiarowego ani elektroniki do analizy sygnałów. Podobnie jest z testowaniem płyty głównej – do tego używa się kart POST, specjalistycznych programów diagnostycznych, analizatorów sygnałów czy chociażby zwykłego multimetru i zasilacza laboratoryjnego. Przykładanie rozgrzanego grota do płyty w celu „testowania” skończyłoby się po prostu jej uszkodzeniem, przypaleniem ścieżek albo zwarciem. Równie mylące jest traktowanie lutownicy jako narzędzia do czyszczenia kurzu z elementów scalonych. Do usuwania zabrudzeń stosuje się sprężone powietrze, pędzel antystatyczny, izopropanol i miękkie szczoteczki. Dmucha się, odsysa lub delikatnie przeciera, a nie nagrzewa powierzchnię do kilkuset stopni. Wysoka temperatura mogłaby stopić plastikowe obudowy, uszkodzić luty BGA i spowodować mikropęknięcia. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro coś ma wtyczkę i wygląda „elektronicznie”, to nadaje się do pomiarów albo diagnostyki. W praktyce w technice komputerowej bardzo ważne jest rozróżnianie narzędzi: jedne służą do montażu i napraw mechanicznych czy elektrycznych (tak jak lutownica), inne do pomiaru parametrów (multimetry, testery), a jeszcze inne do konserwacji i czyszczenia. Świadome korzystanie z właściwego narzędzia nie tylko przyspiesza pracę, ale przede wszystkim chroni sprzęt przed przypadkowym zniszczeniem.