Poprawnie wskazałeś, że w rankingu dostawców internetu chcemy, żeby jak najmniejsze były przede wszystkim parametry latency (opóźnienie) i jitter (zmienność opóźnienia). W praktyce to właśnie one decydują o „responsywności” łącza, czyli o tym, jak szybko sieć reaguje na nasze działania. Przepustowość (download, upload) oczywiście też jest ważna, ale jej zwykle nie optymalizujemy „w dół” – im więcej, tym lepiej. Natomiast opóźnienia i ich wahania staramy się minimalizować. Latency to czas, który pakiet potrzebuje, żeby przejść z twojego komputera do serwera i z powrotem (np. w poleceniu ping mierzymy właśnie RTT – round-trip time). Niskie latency jest kluczowe przy grach online, wideokonferencjach, VoIP (np. rozmowy przez Teams, Zoom, Skype), pracy zdalnej na pulpicie zdalnym, a nawet przy zwykłym przeglądaniu stron – strona po prostu szybciej zaczyna się ładować. W nowoczesnych sieciach dąży się do wartości rzędu kilkunastu–kilkudziesięciu ms dla połączeń krajowych. W SLA (Service Level Agreement) operatorzy często podają maksymalne opóźnienia dla określonych tras. Jitter to różnica w kolejnych pomiarach opóźnienia. Może być tak, że średnie latency jest w miarę OK, ale jitter jest wysoki i wtedy ruch czasu rzeczywistego (głos, wideo) zaczyna się rwać, pojawiają się lagi, artefakty, komunikatory audio-video muszą mocniej buforować pakiety, co skutkuje opóźnieniami w rozmowie. Z mojego doświadczenia w firmach bardziej zwraca się uwagę właśnie na jitter przy wdrożeniach VoIP czy systemów call center niż na samą „gołą” prędkość łącza. W dobrych praktykach branżowych przy projektowaniu sieci pod aplikacje czasu rzeczywistego (np. zgodnie z zaleceniami ITU-T dla VoIP czy zaleceniami producentów systemów UC) przyjmuje się, że: latency powinno być możliwie niskie (np. <150 ms dla rozmów głosowych), jitter minimalny (często <30 ms), a straty pakietów na bardzo niskim poziomie. W rankingach operatorów, jeśli chcemy ocenić jakość łącza „pod jakość użytkownika”, sensownie jest posługiwać się właśnie latency, jitter, packet loss, a dopiero potem patrzeć na prędkości pobierania i wysyłania. Twoja odpowiedź dokładnie wpisuje się w takie profesjonalne podejście do oceny jakości usług internetowych.
Wiele osób, oceniając jakość internetu, patrzy prawie wyłącznie na prędkość pobierania i wysyłania danych. To dość naturalne, bo operatorzy reklamują się głównie hasłami typu „do 1 Gb/s”, a w testach typu speedtest pierwsze co widzimy to download i upload. Problem w tym, że same prędkości to tylko część obrazu. W praktyce, jeżeli chcemy przygotować rzetelny ranking dostawców łączy, dużo ważniejsze, żeby zminimalizować opóźnienie (latency) i jego zmienność (jitter), a nie same przepustowości. Download i upload są parametrami, które chcemy mieć jak największe, a nie jak najmniejsze. Niska prędkość pobierania oznacza wolne ładowanie stron, długi czas pobierania plików czy aktualizacji. Mały upload utrudnia wysyłanie dużych załączników, backupów do chmury, streamowanie na żywo czy pracę zdalną, gdzie wysyłamy dużo danych. To są parametry przepustowości, więc w rankingach operatorów zazwyczaj porównuje się je „od największego do najmniejszego”. Ocenianie ich pod kątem „jak najmniej” po prostu nie ma sensu logicznego. Typowym błędem jest też mylenie „szybkiego internetu” z „responsywnym internetem”. Można mieć łącze 600 Mb/s download, ale z wysokim latency i dużym jitterem. W grach online pojawią się lagi, w rozmowach głosowych echa, opóźnienia, przerywanie dźwięku. Z mojego doświadczenia użytkownicy wtedy mówią, że „internet świruje”, mimo że speedtest pokazuje super prędkości. A przyczyną nie jest słaby download czy upload, tylko właśnie kiepskie parametry opóźnień. W profesjonalnym podejściu do sieci, zgodnie z dobrymi praktykami inżynierii sieciowej, przy ocenie jakości łącza dla usług czasu rzeczywistego (VoIP, wideokonferencje, VDI, gry) kluczowe są: latency – które chcemy jak najniższe, jitter – również jak najniższy, oraz straty pakietów. Te parametry wpływają bezpośrednio na jakość doświadczenia użytkownika. Przepustowość oczywiście też jest ważna, ale bardziej jako warunek „minimalny” (np. łącze 100 Mb/s do biura zamiast 5 Mb/s), a nie jako parametr, który chcemy redukować. Dlatego odpowiedzi, które sugerują minimalizowanie download lub upload, odwracają logikę oceny. W rankingu dostawców internetu dążymy do jak najwyższych prędkości transmisji, lecz jednocześnie jak najniższego opóźnienia i jittera. Dopiero takie zbalansowane spojrzenie pozwala naprawdę ocenić, który operator zapewnia lepszą jakość usług, szczególnie w zastosowaniach profesjonalnych, biurowych czy gamingowych.