To jest dobry wybór, bo rysunek dokładnie pokazuje zasadę działania drukarki atramentowej, a konkretniej tej z głowicą termiczną. W tej technologii, jak widać na schemacie, atrament jest podgrzewany przez mały element grzejny, co powoduje powstanie pęcherzyka pary. Ten pęcherzyk dosłownie wypycha kroplę atramentu przez dyszę na papier. Z mojego doświadczenia wynika, że w praktyce taki mechanizm sprawia, że atramentówki mogą drukować bardzo szczegółowe obrazy, teksty i zdjęcia w dobrej rozdzielczości, bo kontrola nad rozmiarem kropli jest naprawdę precyzyjna. Takie rozwiązania spotyka się w większości domowych i biurowych drukarek, szczególnie marek takich jak Canon, HP czy Brother. Warto też wiedzieć, że drukarki atramentowe są popularne, bo są tanie w zakupie i oferują dobrą jakość druku na różnych nośnikach. Moim zdaniem ten typ drukarki jest świetny do codziennego użytku, choć do masowego druku lepiej sprawdzają się już inne technologie. Element grzejny i pęcherzyk pary to kluczowe kwestie odróżniające tę technologię od np. drukarek igłowych czy laserowych. Dodatkowo, według standardów branżowych, właśnie taka metoda jest najczęściej spotykana przy szybkim kolorowym druku niskonakładowym.
Schemat, który został zaprezentowany, przedstawia dość charakterystyczny proces, który niestety nie pasuje ani do drukarek sublimacyjnych, ani laserowych, ani igłowych. W drukarkach sublimacyjnych główny mechanizm polega na podgrzewaniu barwnika w stałej postaci, aż przejdzie on w stan gazowy i bezpośrednio przeniknie w strukturę papieru lub innego nośnika. Nie mamy tam do czynienia z żadnym pęcherzykiem czy wyrzutem kropli – to zupełnie inny rodzaj transferu barwnika, kojarzy mi się bardziej z profesjonalnymi wydrukami fotograficznymi na specjalnych papierach. Jeśli chodzi o drukarki laserowe, ich serce to bęben światłoczuły oraz toner w postaci proszku, który jest przyciągany do naładowanych elektrostatycznie miejsc, a potem utrwalany przez nagrzane wałki. Tutaj nie występuje żaden płynny atrament czy efekt pęcherzyka – to czysta fizyka i chemia, no i oczywiście laser, który rysuje obraz na bębnie. Drukarki igłowe natomiast, z mojego punktu widzenia, to raczej relikt przeszłości, choć nadal są używane np. przy drukowaniu faktur i dokumentów wielowarstwowych. W nich głowica wyposażona w szereg cienkich igieł uderza w taśmę barwiącą, co tworzy obraz na papierze poprzez mechaniczne naciskanie – żadnego atramentu, żadnych kropli, tylko fizyczny kontakt. Bardzo częstym błędem jest utożsamianie obecności atramentu z drukowaniem „na mokro” i wybieranie odpowiedzi związanych z igłami lub ciepłem. Moim zdaniem dobrze jest pamiętać, że tylko drukarki atramentowe z podgrzewanym elementem mają taki charakterystyczny, dynamiczny proces powstawania kropli, który właśnie tu widać. Warto zwracać uwagę na szczegóły schematów technicznych, bo to one najczęściej zdradzają konkretną technologię.