Trollowanie w Internecie to celowe prowokowanie kłótni, konfliktów i silnych emocji u innych użytkowników, zwykle dla zabawy trolla albo po to, żeby rozbić dyskusję. Kluczowe jest tu słowo „celowe” – osoba trollująca dobrze wie, co robi, i świadomie podsyca spory, wrzuca kontrowersyjne komentarze, obraża, ośmiesza lub wyśmiewa innych. Na forach internetowych, w komentarzach pod artykułami, na Discordzie, w grach online – wszędzie tam można spotkać trolli, którzy psują atmosferę rozmowy. Moim zdaniem ważne jest zrozumienie, że trolling to nie jest zwykłe wyrażanie odmiennej opinii. Można się nie zgadzać i dyskutować kulturalnie. Troll chce wywołać „dramę”, a nie dojść do porozumienia. W praktyce branżowej i w regulaminach serwisów społecznościowych trollowanie jest traktowane jako zachowanie niepożądane, bliskie cyberprzemocy, szczególnie jeśli jest powtarzalne i wymierzone w konkretne osoby lub grupy. Dobre praktyki mówią jasno: nie karmić trolla („don’t feed the troll”), czyli nie wdawać się w emocjonalne dyskusje, tylko zgłaszać takie zachowanie moderatorom, korzystać z funkcji blokowania i filtrowania treści, a w środowisku zawodowym – stosować polityki komunikacji i netykiety. W firmowych komunikatorach, na platformach e‑learningowych czy w zespołach projektowych trolling może dezorganizować pracę i obniżać bezpieczeństwo psychiczne zespołu, dlatego administratorzy i moderatorzy powinni reagować szybko, zgodnie z wewnętrznymi procedurami bezpieczeństwa i politykami użytkowania systemów. W szkoleniach z cyberbezpieczeństwa coraz częściej podkreśla się, że kultura komunikacji online jest tak samo ważna jak techniczne zabezpieczenia systemów.
Wiele osób myli różne formy niepożądanych zachowań w sieci, wrzucając wszystko do jednego worka. Tymczasem trollowanie ma dość konkretną definicję i warto ją odróżniać od spamu czy po prostu nieeleganckiej korespondencji. Przepełnianie skrzynki mailowej reklamami to klasyczny spam, a nie trolling. Spam jest zautomatyzowany, masowy, najczęściej nastawiony na zysk finansowy albo phishing. W standardach bezpieczeństwa i dobrych praktykach administracji systemami pocztowymi traktuje się go jako zagrożenie techniczne: filtruje, blokuje, ogranicza, korzystając z list RBL, SPF, DKIM, DMARC. Trollowanie natomiast dotyczy głównie warstwy społecznej i komunikacyjnej – odbywa się tam, gdzie jest dyskusja: fora, komentarze, czaty, media społecznościowe. Używanie emotikonów w treści wiadomości samo w sobie nie ma nic wspólnego z trollowaniem. Emotikony są po prostu elementem języka internetowego, pomagają wyrazić emocje, złagodzić wypowiedź albo ją ubarwić. Oczywiście troll też może używać emotek, ale to nie one definiują zachowanie, tylko intencja i sposób prowadzenia rozmowy. To trochę tak, jakby twierdzić, że ktoś jest agresywny, bo używa wykrzykników – kompletnie nietrafione uproszczenie. Wysyłanie wiadomości e‑mail bez tematu i podpisu to po prostu brak kultury korespondencji i niezgodność z dobrymi praktykami komunikacji biznesowej. W firmach i instytucjach uczy się, żeby zawsze podawać temat, podpis, najlepiej też stopkę z danymi kontaktowymi. Jest to ważne dla przejrzystości, archiwizacji, a także bezpieczeństwa, bo łatwiej zweryfikować nadawcę. Ale to nadal nie jest trolling. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie wszystkich „irytujących” zachowań online do jednej kategorii. Z punktu widzenia bezpieczeństwa cyfrowego i higieny pracy w sieci trzeba odróżniać spam, phishing, trolling, hejt i zwykłe nieprofesjonalne zachowanie. Dopiero wtedy można dobrać właściwe narzędzia: filtry antyspamowe, systemy zgłaszania nadużyć, moderację treści albo po prostu szkolenia z netykiety i komunikacji. Trollowanie to świadome wywoływanie kłótni i konfliktów w miejscach dyskusji, a nie sam fakt, że ktoś pisze maile bez tematu czy wrzuca reklamy.