Poprawna odpowiedź odnosi się do istoty działania procedury POST (Power-On Self-Test). Po włączeniu komputera firmware BIOS lub UEFI uruchamia bardzo podstawowy kod zapisany w pamięci nieulotnej płyty głównej. Ten kod jako pierwszy krok sprawdza absolutnie kluczowe podzespoły niezbędne do dalszego startu systemu. Chodzi głównie o procesor, kontroler pamięci RAM, samą pamięć operacyjną, podstawowe układy chipsetu, kontrolery magistral oraz układ odpowiedzialny za wyświetlenie komunikatu startowego (zwykle podstawowy kontroler grafiki). Dopiero gdy te elementy „przejdą” test, możliwe jest dalsze ładowanie BIOS/UEFI, inicjalizacja urządzeń oraz start systemu operacyjnego. Moim zdaniem warto patrzeć na POST jak na procedurę bezpieczeństwa: najpierw sprawdzane jest to, bez czego komputer w ogóle nie ma prawa działać. Jeśli płyta główna wykryje poważną usterkę RAM, procesora czy kluczowego kontrolera, zatrzyma proces startu i zasygnalizuje błąd sekwencją sygnałów dźwiękowych (beep codes) lub kodem diagnostycznym na wyświetlaczu płyty. To jest standardowe zachowanie zgodne z praktykami producentów płyt głównych i firmware. W praktyce serwisowej rozumienie działania POST bardzo pomaga. Jeżeli komputer włącza się, ale nie wyświetla obrazu, a głośniczek systemowy wydaje charakterystyczne „piknięcia”, technik od razu może skojarzyć: to BIOS sygnalizuje problem z jednym z krytycznych podzespołów. Dzięki temu można systematycznie sprawdzać pamięć RAM, procesor, kartę graficzną czy zasilacz, zamiast błądzić po omacku. W nowoczesnych płytach UEFI często mamy też kody POST wyświetlane na małym wyświetlaczu LED – one również opisują etap testu kluczowych komponentów. To wszystko pokazuje, że priorytetem POST jest zawsze sprawdzenie podzespołów niezbędnych do działania komputera, a dopiero później reszty sprzętu i oprogramowania.
Wiele osób myli kolejność działań wykonywanych podczas uruchamiania komputera, bo na ekranie bardzo szybko pojawia się logo producenta, a chwilę później ładuje się system operacyjny. Przez to powstaje wrażenie, że od razu ruszają sterowniki, pamięć wirtualna czy urządzenia peryferyjne. W rzeczywistości procedura Power-On Self-Test działa na dużo niższym poziomie, zanim system operacyjny w ogóle zostanie załadowany z dysku czy SSD. Sterowniki urządzeń peryferyjnych, takie jak sterowniki karty graficznej, karty dźwiękowej czy drukarki, są elementem systemu operacyjnego lub dodatkowego oprogramowania producenta. BIOS/UEFI ich nie uruchamia. W POST używane są jedynie bardzo proste, wbudowane w firmware rutyny obsługi podstawowych urządzeń, a nie rozbudowane sterowniki znane z Windows czy Linuxa. Dlatego myślenie, że POST zaczyna od sterowników, wynika raczej z utożsamiania „startu komputera” z „startem systemu operacyjnego”. Podobnie jest z pamięcią wirtualną. Pamięć wirtualna to mechanizm systemu operacyjnego, który korzysta z dysku (np. plik stronicowania w Windows) do rozszerzenia przestrzeni adresowej RAM. Ten mechanizm jest konfigurowany dopiero po załadowaniu jądra systemu. POST nie ma żadnego pojęcia o pamięci wirtualnej, operuje tylko na fizycznej pamięci RAM i sprawdza, czy działa ona poprawnie, czy można w niej umieścić kod rozruchowy i dane. Mylenie pamięci RAM z pamięcią wirtualną to bardzo typowy błąd: oba pojęcia brzmią podobnie, ale działają na zupełnie innych warstwach. Urządzenia peryferyjne, takie jak drukarki, skanery, dyski zewnętrzne USB, klawiatury czy myszy, są inicjalizowane później. POST może wykonać bardzo podstawowe sprawdzenie obecności niektórych z nich (np. wykrycie klawiatury, podstawowy test kontrolera dysków), ale nie są one pierwszym priorytetem. Najpierw musi zostać potwierdzone, że działa płyta główna, procesor, RAM, podstawowy układ grafiki czy kontroler magistrali. Dopiero na tym fundamencie można ładować system, sterowniki i całą resztę. Moim zdaniem, żeby dobrze diagnozować problemy z uruchamianiem komputera, trzeba właśnie odróżniać etap POST od etapu ładowania systemu – to bardzo ułatwia szukanie przyczyny awarii.