Poprawnie – w systemie Windows, żeby udostępniany folder był „ukryty” w sieci, na końcu nazwy udziału dodaje się znak dolara, czyli „$”. Taki udział nazywa się udziałem ukrytym (hidden share). Mechanizm działa tak, że komputer nadal udostępnia ten folder po SMB, ale nie jest on widoczny na liście udziałów sieciowych przy zwykłym przeglądaniu zasobów (np. w Eksploratorze Windows po wejściu w \nazwa_komputera). Żeby się do niego dostać, trzeba znać jego dokładną nazwę i wpisać ją ręcznie, np.: \\SERWER\DANE$ albo \\192.168.0.10\BACKUP$. To jest typowa praktyka administratorów Windows – używają tego m.in. do udziałów administracyjnych, takich jak C$, D$, ADMIN$, które system tworzy automatycznie. Dzięki temu zasoby są trochę „schowane” przed zwykłym użytkownikiem, ale pamiętaj, że to nie jest żadna ochrona bezpieczeństwa, tylko ukrycie przed przypadkowym podejrzeniem. Prawdziwe zabezpieczenie realizują uprawnienia NTFS i lista ACL udziału. W pracy z serwerami plików warto łączyć udziały ukryte z dobrze ustawionymi prawami dostępu, sensowną strukturą katalogów i logowaniem dostępu. Moim zdaniem jest to wygodne narzędzie porządkowe: pozwala oddzielić udziały „dla wszystkich” od tych technicznych, administracyjnych czy roboczych, które nie powinny się rzucać w oczy użytkownikom końcowym, ale nadal muszą być dostępne dla administratorów czy usług systemowych.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo na pierwszy rzut oka każdy z podanych znaków mógłby wyglądać jak coś „specjalnego” w systemach komputerowych. W systemie Windows, w kontekście udostępniania folderów w sieci, tylko znak dolara „$” ma konkretne znaczenie: oznacza, że udział jest ukryty i nie pojawi się na liście udziałów przy zwykłym przeglądaniu komputera w sieci. Pozostałe znaki, takie jak tylda „~”, kratka „#” czy małpa „@”, mogą być używane w różnych kontekstach informatycznych, ale nie służą do ukrywania udziałów sieciowych w Windows. Tylda bardzo często kojarzy się z systemami Unix/Linux, gdzie oznacza katalog domowy użytkownika, albo z plikami tymczasowymi i kopiami roboczymi (np. pliki tymczasowe Office’a zaczynające się od „~$”). W Windowsie sama tylda w nazwie udziału nie włącza żadnego specjalnego trybu, to po prostu zwykły znak w nazwie. Kratka „#” bywa używana w adresach URL, w niektórych językach programowania czy w nazwach zmiennych, ale Windows nie interpretuje jej w jakiś specjalny sposób przy udostępnianiu folderów. Tak samo małpa „@” jest charakterystyczna np. dla adresów e‑mail, występuje w niektórych nazwach kont i identyfikatorów, ale nie pełni żadnej roli przy oznaczaniu udziałów jako ukryte. Typowym błędem myślowym jest tu przenoszenie skojarzeń z innych systemów lub aplikacji na mechanizmy udostępniania w Windows – ktoś widzi znak „~” i kojarzy go z „czymś systemowym” albo „ukrytym”, więc zakłada, że tak samo będzie w udostępnianiu sieciowym. Tymczasem w administracji Windows trzeba trzymać się konkretnych mechanizmów: udział jest ukryty tylko wtedy, gdy jego nazwa kończy się na „$”, np. „DANE$”. Nawet jeśli nazwiemy udział „DANE#” czy „DANE@”, będzie on normalnie widoczny w sieci. W praktyce dobra administracja polega na rozróżnieniu: ukrywanie udziału przez „$” służy bardziej porządkowi i ograniczeniu przypadkowego dostępu, a realne bezpieczeństwo zapewniają uprawnienia NTFS, poprawnie skonfigurowane konta użytkowników i grup oraz spójna polityka dostępu.