Prawidłowo wskazana zasada dotyczy stosowania różnych haseł do każdego konta w portalach społecznościowych. To jest jedna z kluczowych dobrych praktyk bezpieczeństwa, o której mówią praktycznie wszystkie wytyczne – od zaleceń NIST, ENISA, po rekomendacje CERT-ów. Chodzi o to, że jeśli jedno hasło „wycieknie” z jakiegoś serwisu (np. z małego forum, które ma słabe zabezpieczenia), to atakujący nie będzie mógł automatycznie zalogować się na Twoje konto na Facebooku, Instagramie, TikToku czy do poczty. Jedno hasło do wszystkiego to klasyczny scenariusz tzw. credential stuffing, czyli masowego testowania tych samych danych logowania w wielu serwisach. Moim zdaniem to jest dziś jedna z najczęstszych dróg przejęcia kont. W praktyce najlepiej używać menedżera haseł (KeePass, Bitwarden, 1Password, LastPass itp.), który generuje długie, losowe i unikalne hasła. Użytkownik zapamiętuje jedno mocne hasło główne, a resztą zarządza aplikacja. Dodatkowo warto włączać uwierzytelnianie dwuskładnikowe (2FA), np. kody z aplikacji typu Google Authenticator lub Authy, zamiast SMS, które są podatne na przechwycenie przy atakach typu SIM swapping. Dobrą praktyką jest też regularna zmiana haseł tam, gdzie istnieje ryzyko wycieku, oraz sprawdzanie, czy nasz adres e-mail nie pojawił się w znanych wyciekach (np. serwis haveibeenpwned). W portalach społecznościowych unikalne hasło chroni nie tylko Twoje dane, ale też Twoich znajomych – przejęte konto często wysyła spam, linki phishingowe albo podszywa się pod Ciebie w celu wyłudzenia pieniędzy. Z mojego doświadczenia widać wyraźnie, że osoby stosujące unikalne hasła i 2FA praktycznie nie padają ofiarą prostych ataków masowych, które niestety nadal są bardzo skuteczne wobec mniej świadomych użytkowników.
W kontekście bezpieczeństwa na portalach społecznościowych najczęstszy błąd polega na myśleniu w stylu „przecież i tak nie mam nic ważnego na tym koncie” albo „kto by się mną interesował”. To prowadzi do lekceważenia podstawowych zasad ochrony, czego dobrym przykładem są błędne odpowiedzi w tym pytaniu. Odpowiadanie na wszystkie wiadomości e-mail, zwłaszcza od nieznajomych, jest sprzeczne z podstawowymi zasadami cyberbezpieczeństwa. W branżowych materiałach szkoleniowych dotyczących phishingu podkreśla się, że nie powinno się klikać w linki ani otwierać załączników z nieoczekiwanych źródeł. Odpowiadanie na takie wiadomości często tylko potwierdza, że skrzynka jest aktywna, co zachęca nadawcę (lub bota) do dalszych prób ataku. Dodatkowo w odpowiedzi można przypadkiem ujawnić informacje, które później posłużą do socjotechniki. Podawanie prywatnych danych kontaktowych każdej osobie, która o to poprosi, to prosta droga do nadużyć. Numer telefonu, adres e-mail, a tym bardziej adres zamieszkania czy miejsce pracy, to dane, które mogą zostać wykorzystane do ataków typu phishing, smishing, vishing, a nawet do kradzieży tożsamości. Standardowe polityki bezpieczeństwa w firmach mówią wprost: minimalizacja udostępnianych danych, zasada „need to know” i ograniczone zaufanie do niezweryfikowanych osób. Na portalach społecznościowych dochodzi jeszcze ryzyko stalkingu, podszywania się pod użytkownika oraz tworzenia fałszywych profili z użyciem zebranych informacji. Upublicznianie informacji o podróżach i wakacjach brzmi niewinnie, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa fizycznego i cyfrowego to też nie jest dobry pomysł. Informacja, że ktoś jest poza domem przez dwa tygodnie, w połączeniu z innymi danymi z profilu (miasto, okolica, zdjęcia z domu), może ułatwić działania przestępcom. W wielu kampaniach edukacyjnych policja i organizacje zajmujące się bezpieczeństwem przypominają, żeby zdjęcia z wakacji publikować dopiero po powrocie, a nie w czasie rzeczywistym. Do tego dochodzi kwestia profilowania – publiczne informacje o stylu życia, miejscach pobytu i nawykach mogą być wykorzystywane do lepiej dopasowanych ataków socjotechnicznych, tzw. spear phishingu. Wspólny mianownik tych niepoprawnych podejść to nadmierne zaufanie i brak świadomości, że informacje cyfrowe bardzo łatwo kopiować, przetwarzać i łączyć z innymi źródłami danych. Zamiast otwartości „dla wszystkich”, w bezpieczeństwie stawia się na zasadę minimalizacji danych, ograniczonego zaufania i świadomego zarządzania swoją cyfrową tożsamością. W praktyce oznacza to selektywne odpowiadanie na wiadomości, udostępnianie danych tylko sprawdzonym osobom oraz ostrożne publikowanie szczegółów z życia prywatnego.