Wskaźnik rentowności sprzedaży netto, który obliczamy jako iloraz zysku netto do przychodów ze sprzedaży, jest jednym z kluczowych mierników efektywności przedsiębiorstwa. Pozwala on szybko ocenić, ile realnie zostaje firmie „na czysto” z każdej złotówki uzyskanej ze sprzedaży towarów, usług czy produktów. Moim zdaniem, jest to jeden z najczęściej wykorzystywanych wskaźników przez analityków finansowych, bo daje dość jasny sygnał, czy firma potrafi nie tylko generować obrót, ale też zarządzać kosztami i wypracowywać zysk na końcu dnia. W praktyce, jeśli wskaźnik ten wynosi np. 8%, to znaczy, że z każdej złotówki przychodu firma zostawia sobie 8 groszy zysku netto. Standardy branżowe, szczególnie w sektorach o niskich marżach, jak handel detaliczny, zakładają, że nawet kilka procent rentowności netto to dobry wynik. Warto zwrócić uwagę, że wskaźnik ten jest często porównywany między firmami w tej samej branży – daje wtedy najlepsze wyobrażenie o przewadze konkurencyjnej. A już tak zupełnie praktycznie – menedżerowie często korzystają z tego wskaźnika przy podejmowaniu decyzji o optymalizacji kosztów czy zmianach w polityce cenowej. W sumie, jeśli ktoś chce szybko zorientować się, jak firma wykorzystuje swoje możliwości sprzedażowe, to ten wskaźnik jest po prostu nieoceniony.
Bardzo często w praktyce finansowej spotyka się błędne utożsamianie różnych wskaźników rentowności. Moim zdaniem, wynika to głównie z podobieństwa wzorów, ale każda miara służy innemu celowi. Jeśli ktoś rozpatruje iloraz zysku netto do kapitału własnego, myli rentowność sprzedaży z rentownością kapitału własnego (ROE). Ten drugi wskaźnik informuje, jak efektywnie firma działa względem powierzonych jej przez właścicieli środków, a nie jak efektywnie generuje zysk z przychodów sprzedażowych. Zamiana miejscami licznika i mianownika (czyli np. podzielenie przychodów przez zysk netto) też jest nieporozumieniem – taki wskaźnik mówiłby raczej, ile przychodu przypada na każdą złotówkę zysku, co nie odpowiada na pytanie o rentowność. Jeszcze innym problemem jest utożsamianie kapitału własnego (który jest miarą zaangażowania właścicieli) z przychodami ze sprzedaży, które są efektem działalności operacyjnej. Typowym błędem jest też zakładanie, że im większy kapitał własny, tym wyższa rentowność, co wcale nie musi być prawdą – można mieć ogromny kapitał, a rentowność sprzedaży bliską zera. Z mojego doświadczenia wynika, że patrzenie tylko na wybrane wskaźniki bez zrozumienia ich treści prowadzi często do mylnych wniosków, szczególnie przy analizie porównawczej. Jeśli zależy nam na odpowiedzi, jak skutecznie firma zamienia przychody ze sprzedaży na realny zysk, to właśnie stosunek zysku netto do przychodów ze sprzedaży daje właściwy obraz. Pozostałe warianty nie pozwalają na rzetelną ocenę efektywności operacyjnej przedsiębiorstwa – to raczej pułapki myślenia skrótowego, które mogą zaszkodzić analizie finansowej.