Errata to taki trochę niedoceniany, ale bardzo praktyczny element publikacji naukowych i drukowanych książek. To po prostu osobna kartka, często luzem dołączona na końcu lub czasem nawet wklejona, gdzie autor lub wydawca informuje o błędach, które zostały zauważone już po wydrukowaniu głównego tekstu – na przykład w bibliografii albo w innych miejscach. Widać to szczególnie w starszych książkach, gdzie proces korekty był bardziej skomplikowany, a poprawki po druku były praktycznie niemożliwe do wprowadzenia bez ponoszenia dużych kosztów. Errata jest zatem rozwiązaniem zgodnym z dobrą praktyką wydawniczą – po prostu transparentnie pokazuje, co jest nie tak i co należy poprawić podczas korzystania z książki, zamiast udawać, że błędów nie ma. Z mojego doświadczenia wynika, że biblioteki i archiwa bardzo poważnie podchodzą do obecności errat, bo to pozwala czytelnikowi uniknąć powielania omyłek, zwłaszcza przy cytowaniu czy przygotowywaniu własnych opracowań. Współcześnie erraty spotykamy też w wersjach cyfrowych, ale ta tradycyjna, papierowa kartka nadal ma swoje zastosowanie, szczególnie w bibliotekoznawstwie i wszędzie tam, gdzie precyzja bibliograficzna jest kluczowa. Moim zdaniem warto przyzwyczaić się do sprawdzania, czy książka ma erratę, zanim zaczniemy korzystać z jej spisu literatury – to taki fachowy nawyk każdego, kto poważnie podchodzi do pracy z tekstami drukowanymi.
Patrząc na pozostałe odpowiedzi, można zauważyć, że wszystkie trochę krążą wokół książek i ich elementów, ale żadna nie dotyczy bezpośrednio prostowania błędów w bibliografii. Indeks to rzecz jasna narzędzie do szybkiego odnalezienia informacji w książce. To taki spis haseł czy nazwisk, z podanymi numerami stron – bardzo przydatny w dużych monografiach, ale nie ma nic wspólnego z prostowaniem błędów. Ekslibris natomiast, to zupełnie inna bajka – to oznaczenie własnościowe, najczęściej ozdobna naklejka lub pieczątka, która informuje do kogo należy dana książka. Raczej domena bibliofilów i kolekcjonerów, nie narzędzie do poprawiania pomyłek w treści. Superekslibris jest jeszcze bardziej niszowy, bo to w zasadzie ozdobny znak, często herb lub inicjały właściciela, wytłoczone na oprawie książki – nie ma żadnej funkcji informacyjnej co do zawartości czy błędów. Błąd myślowy, który się tu pojawia, to utożsamianie różnych dodatków do książki z elementami korygującymi jej treść. Praktyka branżowa pokazuje, że tylko errata służy oficjalnemu komunikowaniu poprawek i to głównie w kwestiach takich jak bibliografia, daty, czy drobne literówki. Pozostałe wymienione elementy po prostu pełnią inne role: organizacyjne, własnościowe czy estetyczne. Warto mieć na uwadze, że mylenie tych pojęć prowadzi do nieporozumień, zwłaszcza jeśli ktoś zaczyna pracę z bibliotekoznawstwem lub edytorstwem. W praktyce profesjonalnej, gdy spotykamy się z terminami indeks, ekslibris czy superekslibris, powinniśmy od razu kojarzyć je z narzędziami porządkującymi lub identyfikującymi książki, a nie z mechanizmami naprawy merytorycznych błędów. To taka podstawa przy pracy z literaturą i jej opracowywaniem.