Strategia dominacji w negocjacjach to podejście, które sprawdza się wtedy, gdy mamy zdecydowaną przewagę nad drugą stroną i nie planujemy utrzymywać z nią relacji w przyszłości. To trochę jak w sytuacji biznesowej, gdzie jedna firma ma pełną kontrolę nad zasobami czy technologią, a druga nie ma alternatyw – wtedy można sobie pozwolić na twardszą postawę. Przykładem może być sprzedaż unikalnego produktu, gdzie kupujący nie ma możliwości zakupu gdzie indziej, a nasze relacje kończą się po tej transakcji. W takim przypadku, zgodnie ze standardami branżowymi, nie ma sensu inwestować w długoterminowe budowanie zaufania czy szukać kompromisów na siłę – lepiej skupić się na maksymalizacji własnych korzyści. Oczywiście, trzeba uważać, żeby nie przekroczyć granicy etyki i nie zbudować sobie złej reputacji na rynku, bo czasem nawet jednorazowy kontakt może mieć konsekwencje. Moim zdaniem, dobra znajomość strategii dominacji pozwala świadomie wybrać momenty, kiedy warto być twardym, a kiedy lepiej odpuścić – w praktyce często się to przydaje, zwłaszcza gdy trzeba negocjować na konkurencyjnych rynkach lub przy jednorazowych kontraktach. Często mówi się: "wygrywasz wszystko, ale tracisz partnera" – i dokładnie o to tu chodzi.
Wielu osobom wydaje się, że w sytuacji przewagi nad partnerem dobrze jest unikać konfrontacji, szukać kompromisu lub łagodzić napięcia – ale w rzeczywistości te strategie nie są zalecane, gdy nie przewidujemy dalszych kontaktów i mamy pełną kontrolę nad sytuacją. Unikanie, choć bywa bezpieczne, prowadzi raczej do odsuwania problemów niż ich rozwiązywania i może dać drugiej stronie przestrzeń do odzyskania pozycji, co w tej sytuacji nie ma sensu. Kooperacja jest świetnym rozwiązaniem w długoterminowych relacjach, gdzie obie strony chcą budować zaufanie, dzielić się korzyściami i tworzyć wartość dodaną – ale jeśli nie zamierzamy wracać do współpracy, to inwestycja w dialog i szukanie wspólnych rozwiązań po prostu się nie zwróci. Strategia łagodzenia natomiast zakłada, że warto czasem ustąpić dla „świętego spokoju” lub dla zachowania relacji – a skoro perspektywy na przyszłość są zerowe, nie ma sensu rezygnować ze swoich przewag. Typowym błędem jest też automatyczne stosowanie strategii miękkich, bo wydają się bardziej „cywilizowane” – w praktyce jednak chodzi o to, by dobrać narzędzie do sytuacji, a branżowe standardy negocjacyjne (np. model Thomasa-Kilmanna) wyraźnie wskazują dominację tam, gdzie relacje nie są już potrzebne, a szala korzyści przechyla się wyraźnie w naszą stronę. Nie należy się bać tej strategii, ale warto mieć świadomość jej konsekwencji i stosować ją rozważnie, zgodnie z realiami danego rynku czy branży.