Źródłem informacji bezpośredniej, które faktycznie powinno znaleźć się w warsztacie informacyjno-bibliograficznym księgarni szkolno-pedagogicznej, jest słownik – w tym wypadku „Szkolny słownik pisarzy”. Moim zdaniem to w zasadzie fundament każdego warsztatu bibliograficznego, bo narzędzia tego typu pozwalają szybko odnaleźć podstawowe fakty, terminy, daty czy nazwiska bez potrzeby wertowania całych książek. Fachowo takie źródła określa się jako „źródła informacji bezpośredniej” – to znaczy, że podają gotową informację, a nie tylko wskazują, gdzie jej szukać. W praktyce szkolnej, słowniki i encyklopedie tego typu są pierwszym krokiem zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli, gdy pojawia się pytanie na lekcji lub podczas przygotowań do referatu. Standardy branżowe (np. wytyczne IFLA albo polskich bibliotek szkolnych) zalecają, by właśnie tego typu wydawnictwa referencyjne były łatwo dostępne, bo one nie tylko przyspieszają pracę, ale też uczą korzystania z literatury fachowej. Często zdarza się, że młodzi czytelnicy nie wiedzą, od czego zacząć poszukiwania, więc taki słownik staje się dla nich swego rodzaju przewodnikiem. Z mojego doświadczenia wynika, że im lepszy zestaw narzędzi referencyjnych w księgarni czy bibliotece, tym sprawniej uczniowie uczą się samodzielności w zdobywaniu informacji, a o to przecież nam chodzi.
Wybierając publikacje typu podręczniki czy monografie – takie jak „Biologia rozwoju” Richarda M. Twymana, „Filozofia osobowości” Tadeusza Kobierzyckiego czy nawet popularnonaukowe zbiory aforyzmów jak „Prawa Murphy'ego i prawa pokrewne” – można łatwo popełnić błąd rozumowania co do ich funkcji w warsztacie informacyjno-bibliograficznym. Te książki, choć wartościowe i przydatne dydaktycznie, nie stanowią źródeł informacji bezpośredniej. W środowisku bibliotecznym przyjęło się, że źródła bezpośrednie to te, które dostarczają zwięzłych, gotowych odpowiedzi na pytania faktograficzne – na przykład słowniki, encyklopedie, leksykony, atlasy czy bibliografie. Podręczniki akademickie i monografie naukowe służą raczej dogłębnemu poznaniu zagadnienia, analizy i zrozumieniu szerszego kontekstu, przez co są traktowane jako źródła informacji pośredniej. Z mojego doświadczenia wynika, że często myli się te kategorie, bo granica bywa nieostra – czasem nawet nauczyciele uważają, że każda książka naukowa to źródło bezpośrednie, a to nie jest zgodne z dobrymi praktykami. Warsztat informacyjno-bibliograficzny powinien opierać się w pierwszej kolejności na takich narzędziach, które umożliwiają szybki dostęp do istotnych danych bez konieczności czytania całych rozdziałów. Przypadkowe wybory prowadzą do sytuacji, gdzie uczniowie zamiast odnaleźć proste definicje czy biogramy, muszą przekopywać się przez obszerne teksty, co nie tylko zabiera czas, ale i może zniechęcić do samodzielnych poszukiwań. Standardy bibliotek pedagogicznych oraz zalecenia IFLA jednoznacznie wskazują na potrzebę rozróżnienia tych dwóch rodzajów źródeł. Umiejętność selekcji odpowiednich materiałów do warsztatu to podstawa efektywnego nauczania korzystania z informacji.