Prawidłowa jest odległość około 1 metra, bo przy tej separacji przestrzennej znacząco zmniejsza się ryzyko wzajemnych zakłóceń między anteną GPS a inną anteną odbiorczą, np. radiową. Antena GPS pracuje na częstotliwościach rzędu 1,5 GHz (L1, L2), a sygnał z satelitów jest bardzo słaby – poziom rzędu −130 dBm i mniej. To oznacza, że każda silniejsza emisja w pobliżu, nawet z pozoru „niewinna” antena radiowa, może łatwo przytłumić lub zniekształcić odbiór. Moim zdaniem ten 1 metr to taki zdrowy kompromis między teorią a praktyką: z jednej strony redukujemy sprzężenia elektromagnetyczne i zjawisko ekranowania, z drugiej nie trzeba budować jakichś kosmicznych masztów. W praktyce w maszynach rolniczych, ciągnikach z autoprowadzeniem czy kombajnach z mapowaniem plonu producenci i serwisy bardzo często zalecają właśnie około 1 m odstępu między anteną GNSS a innymi antenami (radiowymi, CB, GSM/LTE, Wi-Fi). Jest to zgodne z ogólnymi zaleceniami branżowymi dotyczącymi kompatybilności elektromagnetycznej (EMC) – aby anteny różnych systemów nie były montowane tuż obok siebie, szczególnie jeśli jeden system odbiera sygnały bardzo słabe, a drugi może generować stosunkowo silne pola. Dodatkowo ten dystans ogranicza wpływ cieniowania metalowymi elementami kabiny czy dachu i pozwala antenie GPS „widzieć” niebo możliwie dookólnie. W codziennej eksploatacji widać to po jakości sygnału: stabilniejsza liczba satelitów, mniej przerw w sygnale RTK, dokładniejsze prowadzenie równoległe i mniejsza ilość sytuacji, gdzie system nawigacji nagle „głupieje” przy włączonym radiu lub innym nadajniku.
Błędne odpowiedzi biorą się zazwyczaj z niedoceniania dwóch rzeczy: jak ekstremalnie słaby jest sygnał GPS na antenie oraz jak mocno potrafią oddziaływać na siebie różne anteny pracujące w zbliżonym paśmie lub fizycznie blisko siebie. Sygnał z satelitów dociera do odbiornika na poziomie szumu tła, dlatego każdy dodatkowy nadajnik w pobliżu – radio, CB, modem GSM – może w praktyce „zalać” wejście odbiornika GPS zakłóceniami. Jeśli ktoś wybiera 0,2 m, to zwykle myśli w kategoriach: „skoro to tylko odbiorniki, to przecież nie będą sobie przeszkadzać”. To jest typowy błąd myślowy. Antena radiowa może być połączona z nadajnikiem, który w czasie nadawania generuje silne pole elektromagnetyczne w swoim otoczeniu. Przy dystansie kilkunastu czy kilkudziesięciu centymetrów bardzo łatwo dochodzi do sprzężeń, wzajemnego ekranowania oraz powstawania zakłóceń szerokopasmowych. Odbiornik GPS, który działa na granicy czułości, zaczyna wtedy tracić dokładność, pojawiają się skoki pozycji, gorsza jakość sygnału korekcyjnego RTK czy EGNOS. Z drugiej strony odpowiedzi typu 2 m czy 3 m są przesadą w drugą stronę. Owszem, większa odległość fizyczna jeszcze bardziej redukuje oddziaływanie pól elektromagnetycznych, ale w praktyce na maszynach rolniczych, ciągnikach czy kombajnach trudno jest uzyskać takie dystanse bez komplikowania konstrukcji masztów i instalacji. Standardowe wytyczne producentów systemów GNSS oraz praktyka serwisowa mówią najczęściej o około 1 m separacji jako wartości wystarczającej, jeśli instalacja jest wykonana poprawnie, przewody są ekranowane, a masa i uziemienie są zrobione zgodnie ze sztuką. Rozsuwanie anten na 2–3 m na dachu kabiny czy osłonie silnika zwykle nie daje już proporcjonalnych korzyści, a zwiększa ryzyko uszkodzeń mechanicznych i problemów z prowadzeniem przewodów. Można powiedzieć, że takie duże odległości wynikają raczej z intuicyjnego myślenia „im dalej, tym lepiej”, niż z realnych zaleceń inżynierskich. Kluczowe jest zrozumienie, że właściwa separacja to kompromis między kompatybilnością elektromagnetyczną, ergonomią montażu i wytycznymi producenta – i właśnie około 1 m najlepiej ten kompromis spełnia.